Ten blog
Ten blog
 
 
 
 

 europa / europe  >>  bałkany / balkans 2007 >>  sinemorec


Bałkany / Balkans 2007


dzień lenistwa / a day of laziness

bg
Bułgaria - Sinemorec
22.07.2007
2 206 km

Dziś dzień kompletnego lenistwa. Zjedliśmy śniadanie tym razem na balkonie przy naszym pokoju. I stąd widać morze, od strony wschodniej dla odmiany.
Jak się w końcu wygrzebaliśmy, to było już wpół drugiej. Ale przez dwa kolejne dni nie musimy się nigdzie spieszyć.
Najpierw kupiliśmy banice i ajrany, żeby na plaży było co jeść. Szukaliśmy też hotelu Bela Vista, bo ktoś nam powiedział, że tam wymieniają kasę. Okazało się to to dużym hotelem Tui. Jest bardzo ładny, ale w takim miejscu to ja bym wakacji spędzać nie chciała. Kurs złodziejski, bankomat jest tutaj właśnie, ale nie działa, bo brak w nim kasy ;)
I nareszcie upragniona plaża. Byliśmy blisko drugiej, nie tej z rzeką, więc tamtą zostawiliśmy na jutro. A jest cudowna, ludzie na Bulgaricusie nie kłamali! Co prawda większość z niej zajmują płatne parasole, ale miejsca z boku jest dość i dla nas.

There


Jest bosko! Woda gorąca wręcz, plaża tworzy cudne półkole, otoczone skałami. Dla każdego coś fajnego, jak chce się piaseczek, to jest go mnóstwo, jak chce się skały do nurkowania, to i te można znaleźć.
Siedzieliśmy w wodzie do wieczora, a można by jeszcze dłużej. Uczyłam się nurkować do dna, ale coś mi to nie bardzo wychodziło. Na głębokości metra już mnie uszy bolały, a po drugie woda mnie wypychała w górę. Ale i tak super, pod wodą widać różne żyjątka, wodorosty, rybki. Glonojady pod wieczór wyszły chyba kolacji szukać, bo aż się od nich zaroiło.
Jak się zimno robiło, to szliśmy pod parasol i leżeliśmy nic nie robiąc. Dobrze, że parasol mogliśmy pożyczyć z domku, bo z Sofii zapomnieliśmy zabrać.

There


Chciałam się przejść jeszcze kawałek na południe, widziałam, że ludzie się tam wspinają i gdzieś idą, więc i tam jakieś plaże pewnie są. Zebraliśmy rzeczy i wspięliśmy się na skałki. Z góry piękny widok na całą plażę w dole. Poszliśmy przez wysuszoną łąkę, gdzieś tam daleko widać dwie zatoczki. Banice się nam skończyły, głód się odzywał, ale jak już tu byliśmy, to chciałabym do zatoczki zejść. Schodzimy w dół, na ścieżce kamloty, stromo trochę i wylądowałam na pupie, strach na chwilę w oczach, czy aby się zatrzymam, zjechać na sam dół bym nie chciała ;)
Plaża kamienista, zobaczyłam kilka pozostałości po krabach i zaczęłam szukać muszelek. Znalazłam kilka kręciołków, ale te większe tylko w częściach, wszystko pewnie wyzbierane, a w wodzie kręciołki są, ale tylko żywe ;)

There


Słonko już zachodziło, trzeba było się zbierać. Niestety. W aucie mieliśmy jeszcze jedną banicę, która nas poratowała. Po drodze weszliśmy do sklepu po zakupy, żeby na kolację było. Wygłodniali usiedliśmy znów na balkonie i pałaszowaliśmy melona, brzoskwinie, czuszki z sirene, czekoladę, czipsy, pomidory z sirene i banicę. Mniam! Ach, co za uczta, taką kolację bym mogła codziennie jeść, niestety u nas połowy z tych rzeczy się nie dostanie :( Znów będzie mi brakowało.
Wojtek zmęczony zasnął, a ja usiadłam sobie na balkonie. Jak tu fajnie! Cisza prawie kompletna, tylko gdzieś w dali słychać jak ktoś rozmawia, brzmią świerszcze, na niebie gwiazdy. Jest mi super, choć trochę smutno, bo niedługo już mnie tu nie będzie...

There