Ten blog
Ten blog
 
 
 
 

 europa / europe  >>  bałkany / balkans 2008 >>  sighişoara


Bałkany / Balkans 2008


piękne miasteczko / beaufitul city

ro
Rumunia - Sighişoara
14.08.2008
1 203 km

Jesteśmy.
Jechaliśmy rumunskim pociągiem. Tym najtańszym, w drugiej klasie. Trochę gorzej, niż u nas, ale warto było i tego spróbować ;)
Problem z noclegiem okropny, miejsa wszystkie pozajmowane, a ceny, że ho ho. Udało się znaleźć nocleg u pani w prywatnym domu za 50 lei od osoby i cieszyłysmy sie, ze tak tanio.
Ale przyznać trzeba, że miasteczko jest piękne, o czym chyba zaświadczy ilość fot ;)
Reszta po powrocie ;)

And


Czeka nas 2.5 godziny podróży. Pociąg jest gorszy, niż nasze bezprzedziałowe osobówki. Stan torów mniej więcej jak u nas. Stoję w oknie i podziwiam widoki, które też są całkiem podobne do naszych. Tylko wioski i miasteczka są inne. I krówki - tu są w brązowe łatki :) Mijamy wielkie betonowe resztki, po jakiejś fabryce chyba. Pociąg czasem zatrzymuje się w polu, a że jest tu stacja, to widać tylko po tablicy z nazwą i kilku betonowych płytach niby jako peron.
Już piąta, powinniśmy wysiadać w Sigisoarze. Ale jak, tak w polu? Więc pytam jakiegoś gościa, jeszcze dwie stacje. Gościu chyba mówi konduktorowi, gdzie mamy wysiąść, żeby pilnował.
Dworzec w Sigisoarze piękny. Idziemy zapytać o pociągi do Sibiu na jutro, kiepsko, tylko jeden bezpośredni. Z autobusami już lepiej.

We


Idziemy na stare miasto. Daleko trochę, z plecakami ciężko. Mapka w przewodniku niedokładna, zamiast na most wychodzimy na płot ;) W dodatku trzeba się wspiąć po wielu schodkach, żeby na górę się wdrapać, ufff. Ale nic to, jak już na górę dotarliśmy, to okazało się, że jest ślicznie!
Umęczeni nieziemsko docieramy w końcu do hostelu. Okazuje się, że nie ma wolnych miejsc! Dziewczyna w recepcji nie wie, gdzie możemy czegoś szukać, chcę zadzwonić do innych hoteli z przewodnika, żeby nie latać i zapłacić za telefon, ale dziewczyna mówi, że telefon zepsuty. Hmmm.
Nic to, zostawiamy Krzyśka z plecakami i idziemy z Anią na poszukiwania. Wchodzimy do kilku hoteli. W jednym apartament za 280 euro, he he. W kolejnym już lepiej, 60 euro za noc ;) Aż tyle kasy to byśmy wydawać nie chcieli. Na głównym placu budka, że niby informacja turystyczna, ale koleś nic nie wie. Wchodzę do jednego sklepu, może się uda, też też nic z tego.

We


W końcu jest informacja turystyczna z prawdziwego zdarzenia. Pani mówi, że jest problem, najbliższe tanie noclegi są trzy kilometry stąd. Dzwoni w pare miejsc, nic nie ma. A my nie mamy czasu, żeby biegać tak daleko, poza tym na dziś już plecaków mamy dość.
Nie tylko my szukamy noclegów, za chwilę przychodzą inni. Pani dwoi się i troi, w końcu dzwoni do kogoś tam, kto dzwoni jeszcze do kogoś i przychodzą dwie kobitki. Nie wiemy o co chodzi, bo gadają z sobą po rumuńsku, jedna (ta, u której mamy mieszkać) w ogóle angielskiego nie rozumie.
No ale idziemy z nimi. Domek jest tuż obok, w samym centrum właściwie Pokój widać, że prywatny tej pani, ale jest łazienka z prysznicem. Duże łóżko. Krzysiek dostanie posłanie na podłodze. 50 lei od osoby. Trochę drogo, ale bierzemy. I tak jesteśmy szczęśliwe, że coś udało się znaleźć. Pani bierze kasę, bardzo skrupulatnie przepisuje nasze dane z paszportów. Wracamy po Krzyśka i plecaki.

We


Teraz jeszcze szybki prysznic i idziemy w miasto, bo światło jest akurat idealne do robienia fot. Słonko powoli już się chowa i pięknie oświetla kolorowe kamieniczki. Zanim się ściemniło, udało nam się obejść całe stare miasto. A jest ono śliczne, zdecydowanie najładniejsze z tych, które dotąd odwiedziliśmy! Nie ma tu tradycyjnego rynku z ratuszem, są pokryte brukiem uliczki i muzeum z wieżą, a wieża ma piękny kolorowy dach! W dali, na górkach wznoszą się baszty i wieża kościółka. Są same stare domki, niektóre kolorowe, są kręte uliczki, przejścia pod łukami. Pięknie!
Wspięliśmy się na górę do kościółka. Jest już zamknięty, ale za to z góry mamy widok na drugą stronę miasta. Jest tu baszta, jedyna zamieszkana. Jest i piękny cmentarz, wielka szkoda, że już zamknięty. Uwielbiam takie cmentarze, przypomina trochę wileńską Rossę i bardzo żałuję, że nie mogę tam wejść. Przechodzi mi nawet przez myśl, żeby przez płot przejść, ale się nie da. To ponoć jeden z najpiękniejszych cmentarzy w Europie. Pocieszam się myślą, że i tak pewnie nie zrozumiałabym inskrypcji na nagrobkach...
Schodzimy na dół, drogą z dala od tłumów. A tłumy w mieście są - niestety. Na każdym kroku słychać Polaków, co mnie osobiście akurat nie za bardzo się podoba.

We