Ten blog
Ten blog
 
 
 
 

 europa / europe  >>  bałkany / balkans 2008 >>  arbanasi


Bałkany / Balkans 2008


piękny zakątek / beautiful nook

bg
Bułgaria - Arbanasi
25.08.2008
2 167 km

Wstaliśmy o ósmej. Plan był taki, żeby wybrać się do Arbanasi. Baba Dinka tłumaczy, skąd jadą busy i gdzie jest supermarket, bo tu na głównej ulicy brakuje normalnych sklepów. Bez mapy jakoś ciężko mi to sobie wyobrazić, więc pierwsze co, to kupuję mapę na dole w księgarni. I od razu zrobiło się łatwiej :)
Po drodze weszłam do sklepu foto po filtr. Może być na jutro, bo rozmiar niestanadardowy. OK, zamawiam. Pani chyba ze trzy razy dzwoni gdzieś tam i pyta to o cenę, to czy na pewno na jutro będzie. Pan i pani są bardzo mili, więc wykorzystuję ich i wypytuję o te busy i o market. Do marketu wracamy kawałek, faktycznie, jest.
Busy odjeżdżają znaprzeciwka bazaru. Faktycznie, jakieś stoją, ale zero jakiejkolwiek rozpiski. Pytam jakiegoś kierowcy, do Arbanasi na pewno jedzie o trzeciej, a wcześniej to on nie wie. Zdecydowaliśmy, że spróbujemy taxi, jeździ ich tu pełno, wiec nie ma problemu. Kierowca mówi, że zawiezie nas za 5 lv. Wsiadamy. Po drodze zastanawiam się, czy dobrze go zrozumiałam, czy aby te 5 lv to na pewno za kurs, czy aby nie od osoby. Na miejscu okazało się, że dobrze zrozumiałam :)

And


Po drodze przejeżdżamy obok Carevec (przyjdziemy tu jutro), przejeżdżamy przez mostek, po drodze kilka ładnych kościółków. Pniemy się w górę, ciężko wyprzedzać na zakrętach, a jakieś auto się wlecze przed nami. W końcu dojeżdżamy. Już pokazują się ładne domki. I już zaczyna mi się podobać!
Wysiadamy na głównym placu przy parku.
Wioska jest przepiękna, cicha i spokojna, tylko czasem natykaliśmy się na jakąś wycieczkę, na przykład Chińczyków ;) Wszystko zbudowane z jasnych kamieni, domki, murki, no i te czerwone dachówki, które tak uwielbiam! Uliczki są kręte, a niektóre z nich to po prostu ścieżki lub schodki. Przeszkadzał tylko fakt, że wszystko było pochowane za tymi właśnie murkami i tylko czasem udało mi się przez jakąś dziurkę zajrzeć. Ale i tak bardzo mi się tu podoba!

We


Najpierw poszliśmy do kościółka Sv. Arhangeli. Niestety do południa jest tu przerwa na sprzątanie. No dobra. Po drodze przegapiliśmy jeden kościółek. Na mojej mapce są one pozaznaczane, ale nie wiadomo, gdzie się do nich wchodzi, co jeszcze nam się dziś da we znaki. A w miejscu kościółka były same krzaki i zielsko.
Do domu Hajiilieva też nie trafiamy, pewnie z tego samego powodu, od strony uliczek, gdzie idziemy wszystko otoczone murem, pewnie wejście było z tej trzeciej strony.
Trochę już zdesperowana byłam i kolejnemu kościółkowi nie odpuściłam ;) To sv. Atanas. Zdawało się, że furtka jest zamknięta, ale podchodzę bliżej, tak na wszelki wypadek naciskam klamkę i okazuje się, że jednak da się wejść :) Sam kościółek zamknięty co prawda na cztery spusty, można było tylko przez malutką dziurkę zajrzeć do środka. Ale za to jakie piękne ma drzwi! Widać, że bardzo stare i niejedno już widziały. Pokręciłam się trochę, bo dookoła są stare nagrobki i z tyłu znalazłam stary, trochę zaniedbany i zarośnięty cmentarz! Uwielbiam stare cmentarze i tu też utonęłam na dłużej.
Po drodze mieliśmy jeszcze dom Konstancalieva (bilet 4 lv, studencki 1 lv, foty 5 lv). Super, prawdziwy dom dawnego bogatego kupca. Tylko piętro udostępnione jest do zwiedzania. Warto zobaczyć, jak ludzie mieszkali przed kilku wiekami, w takim domku jeszcze nigdy nie byłam, nigdy jakoś czasu na to nie starczało.

We


Zmęczeni już trochę byliśmy upałem i chodzeniem z góry na dół i z dołu do góry. Siadamy w knajpie, ale skończyło się na coli dla Ani, bo ceny raczej nie są zachęcające.
Wracamy do kościółka Sv. Arhangeli. Tym razem udaje nam się wejść... na podwórko. Wołam, pukam, w domku obok nie ma nikogo. Drzwi zamknięte na kłódkę, ale okno otwarte i radio gra, więc pewnie tylko na chwilę ktoś wyszedł. Siedzimy chwilę, ale dłużej nie chce nam się czekać, trudno.
Szukamy kolejnej cerkwi - Rożdestvo Christovo. Szukamy wejścia i szukamy, obchodzimy ulice dookoła - znów ta nieszczęsna mapa. Już powoli byliśmy zrezygnowani i już chciałam kogoś pytać (choć za bardzo nie było kogo), ale na szczęście wejście się znalazło, w ostatniej z możliwych uliczce!
I dobrze, bo naprawdę warto było to zobaczyć! (4 lv i 2 lv) Takiego czegoś jeszcze nie widziałam, cerkiew dość duża i w środku calutka pokryta kolorowymi freskami! Jedna przy drugiej różne scenki. Można by tam cały dzień spędzić tylko na ich oglądaniu! Wielkie wrażenie na mnie to zrobiło, choć niektóre scenki okropne - jakieś zabijanie, tortury, męczennicy.
A w księdze gości wpis po polsku: '(...) tyle cierpienia, a wszystko z miłości'. No ja nie wiem, czy z miłości, chyba raczej z nienawiści... Ale cerkiew piękna!

We


Dalej cerkiew Sv. Georgi zamknięta na głucho, nawet furtka. I nijak nie dało się zajrzeć, nawet na podwórko.
Monastyr Zaśnięcia Bogurodzicy wpuścił nas na swoje podwórko. Mnichów nie widać, nad wejściem napis, żeby nie całować ikon pomalowanymi ustami i nie dotykać rękami. Ech, zapomniałam kompletnie, żeby zabrać koszulę, więc nie udało nam się z Anią zobaczyć okutej srebrem ikony. Ktoś tam w środku się modlił, a nie chciało nam się czekać, aż wyjdzie.
Do drugiego monastyru już nam się nie chciało, bo trzeba by zejść z górki i potem z powrotem na nią wejść. A wyglądał ładniej.
Czas było wracać, choć najchętniej usiadłabym na jednej z polanek, żeby nacieszyć się ciszą i samotnością. To jedno z tych miejsc, gdzie można po prostu patrzeć w niebo i nic nie robić i nikt ci w tym nie będzie przeszkadzał. Chciałabym tu jeszcze kiedyś wrócić.

We