Ten blog
Ten blog
 
 
 
 

 europa / europe  >>  bałkany / balkans 2008 >>  koprivshtica


Bałkany / Balkans 2008


ach, jak pięknie! / ah, how beautiful!

bg
Bułgaria - Koprivshtica
27.08.2008
2 253 km

Ładujemy się do pociągu. W przedziale siedzi dwóch chłopaczków wyglądających na Cyganów, ale ładnie ubrani byli, więc zostaliśmy. I znów wszyscy inni omijali nasz przedział z daleka, szli do następnego.
Jedziemy, gorąco, ale wiatr w oknie jest super (tu na szczęście wszystkie okna się otwierają). Patrzę sobie na górki. I fajnie było aż do którejś kolejnej stacji, na której władowało się do przedziału kilku Cyganów. Chyba z sześcioro ich było, brudni i bez zębów, niektórzy na boso. Nie chcieli kupić biletów i pani konduktor w końcu machnęła na nich ręką.
Usiedli obok nas i patrzą się na nas ciekawie. Ale nie tak, jak patrzy się człowiek spotkany na ulicy, tylko tak centralnie, bez udawania, że wcale nie ;) I tak ze dwie stacje, aż przyszedł do nas ten jeden ładnie ubrany. Pyta skąd jesteśmy. Pyta coś jeszcze, nie mogłam go kompletnie zrozumieć, mówię, że nie rozumiem, no to czy po rusku rozumiem. Nie rozumiem, on taki zdziwiony. Ta reszta nas obsiadła i się przysłuchują, o czym gadamy.
Głupio tak, bo z jednej strony tyle, co ja się o Cyganach nasłuchałam, to aż trochę strach, nie wiadomo, czy plecaków pilnować, czy co. A z drugiej bardzo bym chciała z nimi pogadać i ich poznać, bo tez jestem bardzo ciekawa. Nie wiadomo za bardzo, co robić. Ten koleś naprawdę wyglądał, jakby po prostu chciał pogadać. Pewnie byli ciekawi, co Polacy robią w pociągu osobowym w takich wioskach.
Na szczęście sami pozbawili nas problemu, bo na następnej stacji wysiedli. Koleś wesoło mi pomachał i powiedział cześć na pożegnanie.

And


Dalej czekały na nas jeszcze tunele. Pani konduktor powiedziała, że duży tunel i potem nasza stacja. No i było kilka mniejszych, kilka większych. Zbliża się jakaś stacja, myślałam, że to już tu, zbieramy plecaki. Przyszedł do nas jakiś gościu z drugiego przedziału i mówi, że Koprivshtica to jeszcze nie tu, następna stacja. Trochę się zdziwiłam, bo z tunelu wyjechaliśmy, na mojej mapie tej stacji w ogóle nie ma, trochę zamotka. Gościu też pyta się skąd jesteśmy i w ogóle. A ja dlatego właśnie tak uwielbiam Bałkany, za to, że ludzie z sobą tak gadają, że przychodzą pomóc sami z siebie, jak widzą, że coś się dzieje źle. Gościu widział, że się zbieramy, to sam, nieproszony przyszedł nam powiedzieć, że to jeszcze nie tu.
I faktycznie był jeszcze jeden tunel, ale za to jaki! Długości chyba z 7 czy 8 kilosów, jechaliśmy i jechaliśmy, wyglądałam przez okno i nawet plecak na plecach mi w tym nie przeszkadzał, bo już mi się go nie chciało zdejmować ;) Rewelacja, tunel super!
Wyjechaliśmy z tunelu i już Koprivshtica! Wysiadamy szybko, idziemy szybko przed budynek dworca. W przewodniku było napisane, że trzeba się spieszyć, bo autobus odjeżdża zaraz po przyjeździe pociągu. A gdzie tam! Przed dworcem pusto, żadnej taxi nawet (ale się rozbestwiliśmy) i tylko zardzewiały znaczek przystanku autobusowego.
Jakoś nam się nie uśmiecha zapieprzać osiem kilosów pod górkę z plecakami, więc idę zapytać. Przyjedzie o czwartej, czyli za pół godziny. Oprócz nas wysiadła tylko para Francuzów. Rozłazimy się po stacji, robię trochę fot. A jest co robić, stacja jest bardzo ładna, stara. Świetnie wyglądają tory z dziurą, gdzie kończy się tunel. A na torach stoi piękny pociąg, to do Sofii. Super wyglądał na tle czerwonawych skał.

We


O czwartej przyjechał busik. Czekaliśmy jeszcze na jeden pociąg, ale nikt chyba nie wysiadł, bo pojechaliśmy do miasteczka (1,70 lv). Gościu jechał iście po bałkańsku :D My z Anią chyba głupawkę załapałyśmy, bo na zakrętach robiłyśmy 'iiiii' i cały czas się ryłyśmy. Kierowca pewnie pomyślał, że jakiś czubków wiezie ;)
I już Koprivshtica. To małe górskie miasteczko i na takie wygląda. Od początku mi się spodobała. Jak tu pięknie! Same domki i tylko dwa większe place. Przez środek płynie rzeczka, więc co chwilę przechodzi się przez mostki.
Krzysiek jak zwykle zostaje z bagażami, a my idziemy szukać noclegu. I decydujemy się na pierwszy hotelik, do którego weszłyśmy (pokój trzyosobowy 60 lv). Jest w pięknym kolorowym domku, a jaki pokój! Drewniane okna, drewniana podłoga, piękne drewniane meble. Ładnie, czysto, jasno. Zostajemy!

We


Po kąpieli idziemy oglądać miasteczko. Zagłębiamy się trochę w uliczki po drugiej stronie rzeki. Jest ślicznie, trochę podobnie, jak w Sziroka Łaka, ale jednak trochę inaczej. Tu trochę jakby pusto. Ale domki i uliczki są przepiękne!
Długo nie chodziliśmy, bo głodna byłam okropnie. Usiedliśmy w knajpie na głównym placu (nie wiedzieliśmy nawet, jak się nazywa, bo mapy nie dało się już nigdzie o tej porze kupić). Czuszek biurek już nie było, a szkoda. I nie wiem, dlaczego, ale nigdzie tu w restauracjach nie ma żadnych giuweczy. A ja tak bym miała ochotę spróbować, jak to smakuje robione tu, a nie w moim piekarniku! Ania zamawia kavarmę, jest o wiele lepsza, niż ta moja w Kranevo.
Po kolacji pokręciłyśmy się jeszcze trochę z Anią po uliczkach, robiąc nocne już foty. Szkoda trochę, że tak mało rzeczy jest tu wieczorem podświetlonych!

We