Ten blog
Ten blog
 
 
 
 

 europa / europe  >>  europe tour 2009 >>  igoumenica


Europe Tour 2009


było sobie Korfu... / there was Korfu...

gr
Grecja - Igoumenica
24.07.2009
2 546 km

Obudziliśmy się tuż przed wschodem słońca. A wschód słońca piękny, wynurzyło się zza pagórków. Po zatoce już pływają łódki. Po drugiej stronie akurat odpływa wielki prom Fast Ferries.
A my zbliżamy się już do lądu, przez głośniki komunikat, że klucze od kabin zostawić w recepcji. To i my się chyba musimy zbierać. Co prawda na bilecie było info, że na miejscu mamy być o 9:20, a jest dopiero szósta, ale na mapie podróż miała trwać osiem godzin, a to się akurat zgadza. Ludzie się jakoś nie spieszą, patrzą spokojnie jak prom przybija do brzegu. Ale jesteśmy tak zaspani, że i to nam nie podpada...
Zadowoleni zjeżdżamy z promu, oglądamy jeszcze inne auta, kilka ciekawych na prom czeka. Robię jakieś fotki, potem widać na zdjęciach napis jak byk, ale i tego nie zauważam, he he.

Time


Tak nam się spać chciało, że w miasteczku znaleźliśmy jakieś spokojne miejsce pod oliwkami i przespaliśmy jeszcze do dziesiątej. Ze spokojem się najedliśmy, uporządkowaliśmy rzeczy w aucie, pojechaliśmy poszukać sklepu. Okazuje się, że tu jeszcze nawet drożej niż w Italii (pomijając paliwo).
Decydujemy, że jedziemy na północ. Coś mi się drogowskazy nie zgadzają, jest jeden na Ateny, ale i to mi nie podpada, bo przecież w Italii też był drogowskaz na Grecję, czyli do portu. Dopiero kierunek coś się nam nie zgadza, jedziemy według słońca na północ, a morze po lewej. Powinno być z prawej patrząc na mapę!
Wracamy do portu, bo coś jest nie tak! I dopiero drugi człowiek uświadomił nas, że my bynajmniej nie na Korfu jesteśmy, tylko na lądzie, w Igoumenitsa! No nie, co za wtopa! Widocznie prom najpierw zatrzymał się na lądzie, a potem popłynął dopiero na Korfu. Teraz dopiero wszystko stało się jasne...

We


Szkoda trochę, bo już pół dnia zleciało, a my wciąż tu... Nic, wjeżdżamy do portu z myślą, że trudno, dokupimy bilet i na to Korfu jednak popłyniemy.
Nie koniec to niestety był przygód, bo w porcie budki biletowe pozamykane, czeka pełno ludzi, według rozkładu jest prom na Kerkira o 14:30. Okazuje się jednak, że promy strajkują i na pewno dziś do północy nic nie popłynie, a może dopiero rano! No nie! Co za pech jakiś cholerny!

We


Jednak jak się okazało nie było to takie straszne, spotkaliśmy parę Irlandczyków, którzy dziś wieczorem mają z Korfu samolot do domu! Mam nadzieję, że jakoś im się udało zdążyć! To oni nam podpowiadają, że na południu jest wyspa, na którą można się dostać mostem i też jest pięknie.
Cóż, miała być wyspa, będzie wyspa, a Korfu... chyba nie ucieknie? Może to i lepiej, że tak się stało, bo przecież i ja mam za tydzień samolot, na który muszę zdążyć, a gdyby tak strajk się przedłużył? ;)
Heh, mieliśmy odpoczywać, a tu znów trzeba wsiadać i jechać. Patrzymy jeszcze z góry na zatokę. Widać promy, całe miasteczko i granatowe morze :)

We