Ten blog
Ten blog
 
 
 
 

 europa / europe  >>  bałkany 2010 >>  rezovo


Bałkany 2010


znów na krańcu świata / at the end of the world again

bg
Bułgaria - Rezovo
26.09.2010
3 642 km

Słonko wyłazi zza chmur, więc jedziemy na południe na plażę. Zimno jest nadal, z powodu dość silnego wiatru. Ludzi prawie zero, więc jest super. Plaża zupełnie inaczej wygląda bez tych wszystkich parasolek, pięknie, tylko szum fal...
Rybki się niestety wyniosły, może fale je wygoniły, pod wodą podziwiać można tylko połyskujące drobinki piasku i kamienie. Mnie ogarnia lenistwo, takiego odpoczynku było mi potrzeba!
Po południu idziemy na koniec zatoki w kształcie rogalika. Włazimy na skały, ścieżka prowadzi dalej, poszłabym nią najchętniej, ale słonko już nisko, więc czas wracać. Nie chce mi się jechać, grzebię się, wciąż pochylam się po jakieś kawałki muszelek. Jeden przypomina mi pierścienie Saturna ;)

The sun goes out from behind the clouds so we drive south to the beach. It's cold all the time, because of quite strong wind. There aren't many people so it's great. The beach looks completely different without all those umbrellas. It's beautiful, I can hear only lap of waves...
There are no fish unfortunatelly, they went somewhere else, maybe because of waves, I can see only shimmering pieces of sand and stones under water. I feel lazy, I needed such a rest!
In the afternoon we walk to the end of the croissant shaped bay. We climb up the rocks, the path leeds farther, I feel like walking there but the sun is low already so we need to come back. I don't wanna go, I dally, all the time I bow for pieces of shelves. One of them reminds me the rings of Saturn :)


Pod wieczór jeszcze Rezovo, czyli mój koniec świata. Cieszy mnie, że nic się tu przez ten czas nie zmieniło. Przybyło może kilka hotelików, ale nie żadne molochy. Jest za to ta sama knajpka, jest ta sama plaża z kormoranami, z której widać Turcję i granicę, jest ten sam domek z tymi pięknymi czerwonymi dachówkami, jest teren wojskowy i radar i skały na klifie i owce chodzące ulicami i dyńki na płocie. I kolorowy zachód słonka. Nie wiem czemu, ale jakoś bardzo lubię to miejsce...
Czuję się coraz gorzej, katar jakiś mnie dopada, teraz czuję już, że potrzebuję aspiryny. Na szczęście nasza pani ratuje mnie, ma akurat dokładnie to, co mi potrzeba. Ciepła herbatka do tego i nadzieja, że jutro będzie lepiej.

We drive to Rezovo by the evening. It's my end of the world. I'm glad that nothing has changed here during all that time. Maybe there are a few hotels more, but not big ones. And there is the same restaurant, the same beach with cormorants, from where one can see Turkey and the border, there is also the same house with those nice red tiles, and there is the military zone and the radar and rocks on the cliff and sheeps walking on the streets and pumpkins on the fence. And colourful sunset. I don't know why but somehow I like this place...
I feel worse and worse, a cold gets me, I feel I need aspirin. Luckily our lady saves me, she's got exactly what I need. Plus warm tea and hope that tomorrow it's gonna be better.