Ten blog
Ten blog
 
 
 
 

 świat / world  >>  tajlandia i kambodża 2014  >>  bangkok


Tajlandia i Kambodża / Thailand and Cambodia 2014


nadal zwiedzamy / still sightseeing

th
Tajlandia - Bangkok
23.10.2014
9 539 km

Znów wychodzimy o dziewiątej. Dziś nie spiszymy się, bo wczoraj pani w hotelu mówiła, że National Museum jest zamknięte. Więc siadamy ze spokojem na śniadanie w miejscu z samymi turystami. Spring rolls pycha, tylko mam jedną uwagę, pytałam pani ile ich jest, pani powiedziała, że osiem. A jest ich cztery poprzekrawane na pół. Pani doskonale rozumiała o co pytałam, bo później próbowała ze mną dyskutować. No i takie kwiatki są niefajne. Pomijam fakt, że cena dwa razy taka, jak na ulicy, no ale rano na ulicy nie ma nic.
Idziemy tą samą drogą co wczoraj. Wszyscy chyba się przygotowują do święta.
Okazuje się, że to, co początkowo wzięliśmy za uniwerek, jest właśnie Muzeum Narodowym. I jest otwarte. Łukasz idzie dalej, a my wchodzimy (200 b, torby trzeba zostawić w recepcji), no bo jednak choć jedno muzeum warto by może zobaczyć. Budynków jest kilka i gdyby tak faktycznie chciało się wszystko dokładnie obejrzeć i przeczytać, to jeden dzień mógłby nie wystarczyć. A my daliśmy sobie tylko półtorej godziny.

We go out at nine again.

w muzeum / in the museum

Pierwszy budynek to historia Tajlandii, która jest bardzo ciekawa, bo w szkole temat Azji był szczątkowy lub nie było go wcale. Żałuję, że nie ma czasu czytać wszystkich opisów. A i tak siedzimy tu godzinę.
Inne budynki zwiedzamy w tempie ekspresowym, no ale nie o to chodzi przecież. Jest interesująca świątynia i budynek z bronią i budynek z pojazdami królewskimi, które są ogromne, całe złote i zdobione niezliczonymi głowami stworów, które ktoś przecież musiał zrobić, naprawdę wiele pracy musiało to kosztować. Z ciekawostek są tu też modele stosów pogrzebowych królów.
W pozostałych budynkach jest pełno innych przeróżnych eksponatów, głównie przedstawiających Buddę, ale nie tylko, jest i shiva i inne indyjskie bóstwa.
W sumie muzeum jest bardzo fajne, ale trzeba przeznaczyć na nie jednak więcej czasu.

The first building tells about the history of Thailand, which is very interesting. At school

jeden z pojazdów króla / one of the kong's vehicles

W końcu o pierwszej wychodzimy i idziemy na przystań bo tam się z Łukaszem umówiliśmy. Po drodze w okolicy pałacu jest bazar. Kupić można tu wszystko i jeszcze więcej, jakieś starocie, amulety, buty, które wyglądają na używane, jedzenie. Szkoda, że nie ma czasu pooglądać, ale niebo chmurzy się mocno i wkrótce zaczyna padać. Prawie zdążyliśmy się schować ;)
Przed marketem znalazłam dragon fruita :) Bardzo chciałam go spróbować, bo wygląda fenomenalnie. Smak nie jest może tak intensywny, jak dojrzałego mango czy ananasa, ale spróbować warto. Spróbowaliśmy też kokosa. Takiego świeżego, dopiero co otwartego. W środku jest taka słodka woda. Jets tego naprawdę sporo, aż ciężko wypić na raz.
Siadamy w tej samej knajpce co wczoraj na obiad. I znów padthai, ale tym razem makaronu nie było prawie wcale.

Finally we go out at one p.m. and walk to the pier, where we are supposed to meet Łukasz.

Wat Arun

Po obiedzie, czyli jak przestało padać (co trwało dziś półtorej godziny) przepłynęliśmy promem na drugą stronę rzeki (3 b). A tam, oprócz Wat Arun, jakieś ładne budynki i ogrody, przystrojone już pięknie na dzisiejsze uroczystości. Jest czerwony dywan i chyba przemarsz jakiejś gwardii reprezentacyjnej czy czegoś podobnego, w czerwonych kurtkach i czarnych czapkach na głowach chronionych foliowymi workami, pewnie przed kurzem lub deszczem.
Niestety nie wiadomo, o której będzie się tu cokolwiek działo.
Niestety Wat Arun jest zamknięta. Wcześniej byli tam na górze ludzie, spóźniliśmy się. Szkoda, bo światynia naprawdę robi wrażenie swą wielkością i zdobieniami.

After dinner, which means when it stopped raining (it lasted about one and half an hour) we take a boat to another side f the river (3 b).

na dziedzińcu / at the yard

Wracamy na drugi (a właściwie pierwszy ;) ) brzeg. I co dalej? Jest pomysł, żeby przepłynąć się łodzią do city, ale w końcu decydujemy się na tuk-tuka, żeby zawiózł nas na północ. Tuk-tuków nie brakuje, koleś chce 300 bathów, bo niby korki, ale w końcu staje na dwustu. Koleś ma prędkość kosmiczną prawie, w korkach wciska się gdzie się da. I wiezie nas przez Bangkok prawdziwy, nie ten turystyczny, ale ten ze sklepami z portretami króla (serio, tylko to się tam sprzedaje) albo ze złotymi buddami (takich sklepów jest tu całe zagłębie). Albo z pucharami – kilka było takich obok siebie. Hmm, bardzo to ciekawe, warto by tu nawet było wysiąść, no ale jedziemy do pałacu króla.
Po drodze koleś wjeżdża do domu i zamienia się z synem, który zbyt rozmowny nie jest, ale za to puszcza wesołą miejscową muzyczkę :)

We

pałac Dusit

Przed pałacem Dusit jest wielki plac, na którym jest pomnik, a wokół niego pełno ludzi. Niektórzy z kwiatami i kadzidełakmi, modlą się, też siedząc na kocykach.
Na tyłach pomnika mnóstwo portretów króla w otoczeniu jeszcze większego mnóstwa kwiatów. Dziś obchodzony jest Dzień Króla Chulalongkorna, ‘Wielkiego Kochanego Króla’, piątego monarchy Siamu. Prawdziwe imię króla to Phra Bat Somdet Phra Poraminthra Maha Chulalongkorn Phra Chunla Chom Klao Chao Yu Hua. Uffff ;) Nie rozumiem tylko dlaczego obchodzi się uroczyście jego śmierć, a nie narodziny. Cóż, co kraj to obyczaj ;)
Historia mówi, że król to był mądry, w Europie kształcony, ochronił Tajlandię przed kolonializmem, zreformował władzę, podatki, zbudował kanały, rozpoczął współnie z Anglikami, budowę kolei, zniósł niewolnictwo. Nieźle, jak na jednego króla, nie dziwię się, że tak go tu kochają.

There is a great square in front of the Dusit palace. There is a monument and many people around.

pomnik i portrety króla / the monument and pertraits of the king

Okrążamy pałac, po drugiej stronie jest zoo.
Chyba się spóźniliśmy, bo w pałacu najwyraźniej coś się działo, ludzie wychodzą z pobliskiej wolno stojącej wielkiej sali. Powoli zaczyna się ściemniać, idziemy ulicą przed siebie. Po drodze znalazłam papayę, smak dobry, ale chyba nie była zbyt dojrzała (okazało się później, że trzeba na dojrzałość owoców mocno zwracać uwagę, kupując je na ulicy, już pokrojone).
Szukamy cmentarza, bo jest tu jakiś w okolicy, tak przynajmniej mówi mapa. I trafiamy na dwa kościóły katolickie, obok siebie, chyba jakieś zagłębie ich tu jest. Ciekawie wygląda pismo święte napisane tajskimi robaczkami. Cmentarz w końcu znaleźliśmy, ale jest chrześcijański i zamknięty.

We walk around the palace, there is the zoo on the other side.