Ten blog
Ten blog
 
 
 
 

 świat / world  >>  tajlandia i kambodża 2014  >>  angkor wat


Tajlandia i Kambodża / Thailand and Cambodia 2014


starożytne miasto / ancient town

cb
Kambodża - Angkor Wat
25.10.2014
10 094 km

Rano decydujemy się na śniadanie w guest housie, naleśniki robią się i robią, nasz pan już czeka, jest punktualny, my nie (umówiliśmy się z nim na 15 dolców za dzień za małą pętlę). W końcu wychodzmy dopiero o wpół jedenastej.
Jedziemu do Angkor Wat. Bilet na trzy dni kosztuje aż czterdzieści dolców i jest ze zdjęciem – chyba żeby ograniczyć sprzedaż lewych biletów? Fotka jest robiona na miejscu.
Pierwsze miejsce to Angkor Wat. Naprzeciwko jest brama trochę nie pasująca do otoczenia, bardziej w stylu Ameryki Południowej. Biegniemy do niej, bo ciekawie wygląda, ale okazuje się, że jest zrobiona... ze styropianu ;) Z daleka wygląda super :)
Wchodzimy do Angkoru. Hmm, no fajnie, ale z zewnątrz nie robi jakiegoś super wrażenia. W środku już lepiej. Idzie się jeszcze spory kawał do głównego budynku. I tu naprawdę jest fajnie, zielono i wygląda to wszystko jak na fotkach.

We decide to have a breakfast in the hotel in the morning, they make and make pancakes, our driver is already here, he's punctual, we're not (we bargained with him for 15 dollars per day for the small trip).

Angkor Wat

Główny budynek obchodzi się dookoła korytarzem z płaskorzeźbami na ścianach, które przedstawiają sceny walk lub krwiożerczych bogów. Fajnie zobaczyć, jak to wszystko kiedyś wyglądało.
Na środku jest świątynia. Nie wpuszczają w krótkich rękawkach ani spódniczkach. Mam koszulę z długim rękawem i długaśne pareo, który mogę się owinąć dwa razy i które sięga do ziemi. Pani mimo to nie chce mnie wpuścić. Wkurzyłam się nieźle, bo wkrótce z góry schodzi dziewczyna w dokładnie takim samym pareo. Próbuję negocjować, ale się nie daje. No, to już naprawdę jest nie fair!!! Niestety straciłam serce do tego miejsca. Szkoda, że na samym początku.
Siedzę na dole czekając na resztę ekipy. Nie tylko ja siedzę, bo takich jak ja osób jest więcej, choć oni są o niebo bardziej 'porozbierani'. Hmm, nadal uważam, że było to bardzo nie fair! Bo jak nie wpuszczać w pareo, to wszystkich, albo wszystkich wpuszczać. Do dalszego oglądania tego miejsca nie mam już weny, tym bardziej, że upał mocno daje się we znaki. Poza tym jest już po dwunastej, więc zbieramy się dalej. Po drodze spotykamy małpkę, pierwszą na żywo, która próbuje wyrwać Łukaszowi siatkę z bananami ;)
Kawałek dalej jest też super widok z odbiciem w stawku. I można usiąść w cieniu i napić się czegoś. Z pragnienia właściwie nie da się umrzeć, co chwilę spotyka się takie punkty z czymś do picia. Ciuchy też można kupić, gdyby ktoś poczuł przemożną ku temu ochotę ;)

It's possbile to walk around the main building

jeden z budynków w środku / one of the buildings inside

Po drodze przejeżdżamy przez jedną z kilku bardzo malowniczych bram, którą poprzedza most pilnowany przez kilkadziesiąt postaci. Wygląda super.

We pass by a gate

południowa brama do Angkor Thom z bogami po lewej i demonami po prawej stronie
the south gate to Angkor Thom with gods on the left and demons on the right side

Następne miejsce to Angkor Thom - ostatnia stolica khmerskiego imperium. Była tu rezydencja kapłana, miejsce dla oficjeli i wojska oraz budynki administracyjne.
Można po ruinach szwędać się gdzie tylko dusza zapragnie, nie ma żadnych barierek ani zagrodzonych miejsc. I to jest super, bo można poczuć się choć przez jakiś czas jak prawdziwy odkrywca :) Można trafić na przykład na ukryte w ruinach kapliczki z buddą i kadzidełkami. Można znaleźć ciekawe płaskorzeźby. A każda ze świątyń jest właściwie inna.
Tu akurat, w Bayon, pełno jest ogromnych kamiennych głów, które są tu już od kilku stuleci. One się naoglądały... Robią wrażenie. Tego się nie da opisać, trzeba zobaczyć samemu... I powoli wraca do mnie świadomość, że zobaczyć te miejsca było moim marzeniem już od dawna i właśnie się ono spełnia :)

The next place is Angkor Thom.

głowy w Bayon / heads in Bayon

Idziemy przez dżunglę na północ. Przez cały czas pięknie śpiewają ptaki i cykają świerszcze. Dużo bardziej intensywne te dźwięki niż w PL. I choćby tylko dlatego warto tu przyjechać, choć my akurat dżungli jako takiej właściwie nawet nie liznęliśmy...
I tu jest kolejna świątynia - Baphuon. Strażnicy są, ale można wejść bez prblemu. Tu co prawda na tabliczce pareo nie było...
To miejsce jest całkiem spore. Można wspiąć się na górę po stromych kamiennych schodach. Swoją drogą nie wiem, jak ci mali Azjaci budowali te budynki, przecież im jeszcze trudniej tu zapewne było wejść niż nam, w końcu większość z nich jest jednak od nas niższa. A może właśnie o to chodziło, żeby nie każdy mógł się na górę wdrapać?
Na górze poza widokiem na dżunglę i stawek, nic ciekawego właściwie nie ma, ale dla widoku warto się tu wspiąć.
Na niebie znów zbierają się spore cumulusy, ale w końcu nie padało. Wczoraj też nie.

We walk through the jungle

wejście do Baphuon the entrance to Baphuon

Idąc niewielką ścieżką dalej na północ, natykamy się na kolejne miejsce, mniejsze i o wiele bardziej klimatyczne. Nazywa się Phimeanakas, czyli Góra Złota. Pochodzi z jedenastego wieku od króla Jayavamena V i Udayadityavarmana. Według legendy Złota Góra mieściła się w pałacu królewskim (który był w pobliżu) i mieszkała w niej bogini o dziewięciu głowach. Khmerski król musiał spać z nią co noc, zanim mógł pójść do swych żon i konkubin, w przeciwnym razie umarłby. Brrr ;)
I tu też można się na górę wspiąć. Tu już bardziej mi się podoba, choć nie ma żadnych robiących wrażenie głów. Ale może sprawia to bliskość dżungli, może brak tłumu. Super!

Walking a narrow path

świątynia Phimeanakas / Phimeanakas Temple

Idziemy dalej, drogowskaz pokazuje, że coś tam jeszcze ma być. Natrafiamy na małą bramę, a za nią... stragany. Siadamy na chwilę, żeby się czegoś napić. I chwilę odpocząć, mi zmęczenie już dokucza. To chyba nie tyle samo łażenie, ale łażenie plus upał i wilgotność sprawia, że wszystko robi się dwa razy wolniej niż w Europie.
Dalej na północ są Prah Palilay i Tep Pranam, ale tam już nie szliśmy.
Wracamy go głównego placu Angkor Thom. Jest tu Taras Słoni. Faktycznie są słonie wyrzeźbione w kamieniu :) Po drugiej stronie 'domki jednorodzinne', malutkie budynki, które przypominałyby kamieniczki powciskane między siebie w jednym z europejskich miast, gdyby nie fakt, że są 'wolnostojące' ;)

We