Ten blog
Ten blog
 
 
 
 

 świat / world  >>  tajlandia i kambodża 2014  >>  kampong phlum


Tajlandia i Kambodża / Thailand and Cambodia 2014


wioska na wodzie / a village on the water

cb
Kambodża - Vihear Chen Village
27.10.2014
10 131 km

Jedziemy nieco dalej, do miejsca, z którego odpływają łódki. Rejs kosztuje 15 dolców. I mówią, że dwie godziny. Koleś w hotelu mówił, że trzy godziny. Ale za to nikt nas nie skasował za wjazd od parku, nie było żadnych strażników. I znów mam nieprzeparte wrażenie, że jak tylko turyści dowiadują się o ich przekrętach, to natychmiast wymyślają nowe...
Ok, płyniemy. Miło, że tylko my jesteśmy na łodzi. Wiezie nas może piętnastoletni chłopaczek. Płyniemy kanałem w kierunku jeziora Tonle Sap. Zajmuje to około trzy kwadranse.
Na początku widać pola ryżowe. Potem już na brzegach tylko krzaki. Po drodze jakaś mała osada z domkami na palach.

We

łodzie są tu głównym środkiem transportu / .......

I w końcu docieramy do celu naszej podróży – wioski na wodzie o nazwie Kampong Phluk. Jest całkiem spora, ma swoją świątynię. I faktycznie są drewniane domki na palach, które stoją wprost w wodze. Taka jest też szkoła i urząd rybołustwa. Jak się widzi coś takiego po raz pierwszy z życiu, to robi wrażenie ;) Super. To normalnie żyjąca wioska.

And

Kampong Phlum

Szkoda, że nie wpływamy do środka, na główną 'ulicę'. W zamian dopływamy do jakiejś przystani na przedmieściu, na której jest restauracja i nic ciekawego nie widać. Są drzewa rosnące w wodzie i mieszkańcy na małych łódkach. Okazuje się, że można popłynąć na pół godziny za pięć dolców. Tego nam już koleś nie mówił! Kolejne wyciąganie kasy... No cóż, decydujemy się, bo skoro już tu jesteśmy... I tak pewnie mówi większość osób, które tu docierają... Płyniemy we trójkę na jednej łódce.
Przez skraj wioski płyniemy tylko przez chwilę, co budzi nasze wielkie rozczarowanie. No bo przecież po to cała ta wycieczka, żeby wioskę obejrzeć... Hmm, z drugiej strony ciężko się dziwić mieszkańcom, że nie chcą, żeby co chwilę przed ich domami przepływali obcy i robili im zdjęcia... Takie to wszystko jakieś dziwne i niefajne. W dodatku od razu podpływa do nas jakaś pani na łódce i próbuje nam coś sprzedawać. A to soczek, a to sponsoring zeszytów dla dzieci (niby). Hmm, nie mam kieszeni bez dna, no niestety...

And

jeziorowy las / the lake forest

Wkrótce wpływamy do jeziorowego lasu, który otacza wioskę. Krokodyli nie ma ;) ale jest super. Drzewa wyrastają wprost z wody. I poza odgłosami lasu nie słychać nic. Super, w końcu choć chwila spokoju od miast. Szkoda, że nie można tu zostać chwilę dłużej.
Pani zostawia nas na innej przystani, w której też jest restauracja i gdzie czeka już nasza łódka i Łukasz. Oczywiście mieliśmy coś zamówić. Jak się okazało, że nie chcemy, to już nie ma uśmiechu, tylko obrażona mina...
Płyniemy jeszcze dużą łodzią na jezioro. Od razu podpływa do nas łódka z panią, od której mamy coś kupić. No niestety nie kupimy. Chłopaczek robi nam fotki, jak na zamówienie, to też jest częścią scenariusza i jakoś głupio się z tym czuję.

And

jezioro Tonle Sap / Tonle Sap Lake

Za to gdy płyniemy już kanałem z powrotem, chłopaczek daje nam poprowadzić łódź. Bezpieczne to zbytnio nie było, hehe, ale za to jaka radocha!
Wykorzystałam okazję w pełni, bo łodzi z silnikiem jeszcze nie prowadziłam :) Gdy dopływamy to się mocno chmurzy. W sumie cała wycieczka trwała 2h 20min.

But