Ten blog
Ten blog
 
 
 
 

 świat / world  >>  tajlandia i kambodża 2014  >>  phnom penh


Tajlandia i Kambodża / Thailand and Cambodia 2014


zwiedzamy stolicę / sightseeing in the capital

cb
Kambodża - Phnom Penh
29.10.2014
10 402 km

Pobudka o wpół ósmej. Śniadanie jemy na dole w hotelowej restauracji. Nie chcąc napychać się o takiej godzinie makaronem, wzięłam wbrew sobie omlet. Ostatni raz.
Idziemy pieszo do pałacu. Musimy go okrążyć, bo jedna z pobliskich ulic jest zamknięta. Dziś jest rocznica koronacji króla. Święto narodowe. Dzieci w szkole były, choć już o dziewiątej wychodzą. Sklepy pootwierane normalnie.
W pałacu kasują nas normalnie za bilety, dopiero jak weszliśmy okazało się, że otwarte jest tylko do jedenastej. Godzin otwarcia nigdzie nie było, tylko pani przewodnik, która była z jakąś wycieczką nam o tym powiedziała.
Dobrze, że zdążyliśmy zobaczyć choć Srebrną Pagodę. Sama w sobie to ona srebrna nie jest, podłoga w środku jest wyłożona srebrnymi płytkami. Stąd nazwa. Szkoda, że nie za bardzo je widać, bo chodzi się po wykładzinie.
A w środku są prawdziwe skarby! Jest kambodżański Szmaragdowy Budda, zrobiony z kryształu. Miał mieć diamenty, ale jakoś ich nie widać. Może dlatego, że wysoko siedzi. Całkiem jest podobny do tego tajskiego, tylko przezroczysty.
Rzeźb Buddy jest tu wielka ilość. Od wielkich ze złota i diamentów (i naprawdę je widać ;) ) do mniejszych ze złota i srebra. Tych ostatnich jest najwięcej. Wyglądają super. Zdjęć nie można robić.

I wake up at seven thirty.

Srebrna Pagoda / the Silver Pagoda

Plączemy się jeszcze trochę po dziedzińcu z pachnącymi krzakami, który jest już wyludniony. Myślałam, że tylko Srebrna Pagoda jest do jedenastej, okazuje się, że zamykają już cały teren. I tym sposobem do pałacu nie dotarliśmy w ogóle, bo brama do niego była już zamknięta :/ A i tak koleś, który przyszedł po nas miał mniej szczęścia, bo owszem, sprzedali mu bilet, ale nawet Srebrnej Pagody już nie zobaczył...
Następny punkt programu to szkoła, która za czasów reżimu została zamieniona na więzienie. Bierzemy tuk-tuka, żeby oszczędzić czas.

We

ulica / a street

Nie mam ochoty tam wchodzić, bo pewnie miałabym zrąbany humor co najmniej do końca dnia. Więc idę się przejść okolicznymi uliczkami. To jest akurat zwykła część miasta, gdzie jest brud, smród i pełno straganów z jedzeniem. Są też ładniejsze domy, schowane za wysokimi murami i zwojami drutu kolczastego. Ciekawe czy to na wszelki wypadek, czy pozostałość, czy ochrona na teraz?
Po drodze 'spotykam' cały wielki talerz żab obranych ze skóry i przygotowanych na wieczorne grillowanie.

I don't feel like going inside'

żaby / frogs

Bierzemy tuk-tuka i jedziemy na Central Market. Anglik wczoraj mówił, że to turystyczne centrum miasta. I owszem, market tu jest, schowany pod ogromną kopułą. Dookoła też pełno straganów. Ze wszystkim. My na początek trafiamy na część z jedzeniem. Chyba najciekawszą. Można popróbować potraw przeróżnych, głównie takich, że nie wiadomo co to. Można kupić rybki żywe i suszone, krewetki leżą w stosach. Są też wąsate wodne stwory. Super.
Pod kopułą w samym środku jest biżuteria i zegarki. Zegarki też leżą w stosach ;) Świeci się to wszystko pięknie, ale jakoś nie ma nic ciekawego i niebanalnego. Dookoła stoiska z kosmetykami, kadzidełkami i plastikowymi miskami. Nigdzie nie ma souvenirów. Miejsce jest bardzo ciekawe i na pewno warte zobaczenia.

We take tuk-tuk and go to the Central Market.