Ten blog
Ten blog
 
 
 
 

 świat / world  >>  tajlandia i kambodża 2014  >>  koh rong sanloem

cb
Kambodża - Koh Rong Sanloem
1.11.2014
10 620 km

Dziś mamy dzień lenistwa. A i tak wstałam o wpół ósmej, zaczyna już mi to wczesne wstawanie wchodzić w krew ;) Na śniadanie ryż z kurczakiem i zielonymi pomidorami i jakimś sosem w nieostrej wersji. Tak dla odmiany, żeby nie zamienić się w makaroniarza ;) I dlatego, że naleśnik był droższy niż ten ryż.
Po śniadaniu idziemy na spacer do wioski rybackiej. Tym razem za dnia. Wleczemy się noga za nogą, bo czasu mamy wbród. Po drodze szukamy muszelek. Za wiele ich nie ma, ale za to są takie, jakich jeszcze nie mam. Super.

We have a lazy-day today.

pomost /

W wiosce też można znaleźć niecodzienne widoki, na przykład kolesia, który siedzi i spłaszcza młotkiem puszki z wielkiej kupy uśmiechając się do nas gdy przechodzimy.
W końcu znów trafiamy na koniec, do Sunset Bungalows. Przy recepcji jest molo, można pożyczyć kajak. Siedzimy tam dłuższy czas, nikomu jakoś nie chce się ruszyć. Jakieś ogólne przymulenie nas chyba dopadło ;) Przychodzą dzieciaki połowić ryby na żyłkę. Jedna jest całkiem spora, dwie malutkie kolorowe lądują z powrotem w morzu.

We find

wioska rybacka / the fishermen village

W końcu ruszamy się i idziemy obejrzeć domki za dnia. Ładnie są wkomponowane w drzewa dookoła. Niezbyt blisko siebie, tak, że każdy ma swoją prywatność.
W sklepie na początku wioski cola kosztuje połowę tego, co u nas w restauracji. Więc siadamy z zimną colą na ławce, obserwując jak do przystani wpływają łodzie mieszkańców.
Na horyzoncie zbiera się burza, więc idziemy z powrotem, bo chcę jeszcze w morzu się potaplać. Woda znów jest super, kolory cudne. Idziemy do domku zostawić rzeczy i wracamy na plażę w pobliżu, zanim burza przyjdzie. Pierwsza ominęła naszą wyspę i poszła na Koh Rong, więc można posiedzieć w wodzie trochę dłużej. Nawet fale się zrobiły, choć z tymi na Bałtyku nie ma nawet co porównywać.
W końcu przyszła jednak druga burza. Akurat zdążyliśmy schować się w domku. Padało tak, że nie było słychać, co ktoś mówi na drugim końcu naszego małego pokoiku :) Deszcz wdzierał się nawet do pokoju gdy uchyliło się drzwi, a miał do pokonania całą sporą werandę ;) Mniej więcej po godzinie przestało. W jednej właściwie chwili.
Na obiad znów makaron ;)

Finally we move

pod palmami / under the palms

Po obiedzie jest już piąta. Zimno tak jakoś się zrobiło. Tak, że nawet polar ubrałam ;)
Nie chcę siedzieć przez resztę wieczoru, więc idę się jeszcze przejść wzdłóż plaży. Woda nadal jest cieplutka, w dali widać światełka Koh Rong i wioski rybackiej i jakieś nawigacyjne. Super, aż mi się nie chce wracać! Dziś już trzeba się pożegnać z tym widokiem. W końcu wracam o siódmej, żeby podłączyć prąd.

When we finish dinner it's five already.