Ten blog
Ten blog
 
 
 
 

 świat / world  >>  tajlandia i kambodża 2014  >>  bangkok


Tajlandia i Kambodża / Thailand and Cambodia 2014


jeden wieczór w Bangkoku / one evening in Bangkok

th
Tajlandia - Bangkok
3.11.2014
11 503 km

Z Poipet wyjechaliśmy o jedenastej, w Bangkoku jesteśmy przed drugą. Tylko że to nie koniec podróży, bo zanim dojeżdżamy w pobliże Khao San, mija dwie i pół godziny! Częściowo zmarnowane na stanie w korkach. I kręcenie się po trzy razy tą samą ulicą, nie wiem do dziś, czy tak miało być, czy to kierowca pobłądził, choć na nowicjusza nie wyglądał.
Nie mogę już usiedzieć, miejsca na jakikolwiek ruch zero. W sumie czas podróży busikiem od granicy porównywalny z pociągiem. A czas całkowity podróży to prawie 24h! Brrrr.
Idziemy szukać jakiegoś hotelu, tym razem nie mamy nic zarezerwowane. Im dalej od Khao San i tamtej części Rambuttri, tym taniej i więcej wolnych pokoi. W końcu znajdujemy trójkę za 600 bathów. Tyle że bez okna. W hotelu obok w tej samej cenie jest pokój z oknem. Wracamy po Lucka i bagaże, od razu też idziemy zarezerwować hotel na powrót, nieco ładniejszy.
Bardzo już potrzebowałam prysznica, ufff, od razu lepiej ;)

We

w poszukiwaniu amuletu / looking for a ...........

Idziemy coś zjeść. Bardzo chciałam na ulicy, ale pana z naleśnikami jakoś nie widać. W końcu siadamy w mało ładnej ale taniej knajpce. Jedzenie ok.
Później idziemy na zakupy. Najpierw jakiś większy market. Różnych nieznanych różności tam pełno, tyle rzeczy by się chciało spróbować! Potem idziemy jeszcze z Basią przejść się po Khao San. Bardzo ładne rzeczy można tu dostać, ale ceny wysokie, a targować się za bardzo nie chcą. Tylu tu turystów, że i tak prędzej czy później to sprzedadzą.
Khao San ma swój klimat niewątpliwie, ale po przejściu całej długości zaczyna mnie już męczyć ten hałas, zgiełk i tłum.
Wracamy powoli do hostelu, bo znów jest już późno, a jutro wcześnie pobudka. Zostawiamy jeszcze wielką walizkę z całymi zakupami (żeby z tym nie jeździć) w drugim hotelu. Tam przynajmniej są zamykane, w tym naszym jest po prostu otwarta półka na plecaki, jakieś tam leżą, ale ja bym nie ryzykowała.

We go to eat something.