Ten blog
Ten blog
 
 
 
 

 świat / world  >>  tajlandia i kambodża 2014  >>  bangkok

th
Tajlandia - Bangkok
9.11.2014
11 857 km

Budzić się w ciemnym pokoju nie jest fajnie. Wychodzimy o wpół dziewiątej.
Jedziemy autobusem do Chatuchak Park (bilet 13 bathów). Pani w hostelu ładnie nam wytłumaczyła, jak tam dojechać. W parku jesteśmy o wpół dziesiątej. W planie na początek jest Muzeum Kolei.
Idziemy przez park. Pytam jakiegoś kolesia, bo na różnych mapach muzeum jest w różnych miejscach. Koleś się przejął, mówi, że biega po parku codziennie, ale muzeum nie kojarzy. Ale pójdzie z nami i nam pomoże. Po drodze jeszcze jakaś dziewczyna zatrzymuje się, żeby zapytać czego szukamy. Strażnik mówi, że zamknięte. Ale idziemy dalej, skoro już tak daleko zaszliśmy, a park jest bardzo ładny, zielony, z jeziorem. Są palmy, a w dali widać szklane wieżowce. Mniej więcej tak wyobrażam sobie Central Park, tylko jednak w nieco innej skali ;)
W końcu muzeum się znajduje. Faktycznie jest zamknięte :( Przez szyby niby coś tam zobaczyć się da, jest mały parowóz i stare wagony. Mniejsze eksponaty poowijane w folię. Czemu zamknęli? Szkoda.

It's not nice to wake up in a dark room. We leave at eight thirty.
We take a bus to Chatuchak Park (the ticket 13 baths). The lady in the hostel told us how to get there. We are at the park at half past nine. We have a plan to see the Railway Museum first.
We walk the park. I ask a guy where is it, 'cause it's in different parts of the park on different maps. The guy is excited, he says that he runs here everyday but he doesn't have an idea where it could be. A girl stops to ask what we are looking for. The guard says it's closed. But we walk on, we walked so far and the park is very nice, green with a lake. There are palms, I can see tall buildings made of glass. I imagine Central Park a way like this, but maybe in a different scale ;)
Finally we find the museum. It's closed, in fact :( It's possible to see something through a few windows, there is a small steam train and old wagoons. Smaller exhibits are covered with foil. Why did they close? It's a pity.

Chatuchak Park

W drugiej części parku, po przeciwnej stronie ulicy jest park motyli. Piękne są, lata ich tu cała chmara :)
W pobliżu jest jeszcze niby akwarium, ale, hmm, nie trafiamy na nie z marszu, a część z nas kaprysi, że potrzebuje kawy ;) Więc idziemy na JJ Market. To największy market w mieście i faktem jest, że jest ogromny i można się na nim pogubić i cały dzień to za mało, żeby obejść wszystko.
Najpierw faktycznie trzeba coś zjeść. Głód powoduje, że wybraliśmy pierwsze, co się napatoczyło, a gdzie można było usiąść. I tym sposobem zjadłam najdroższą nóżkę od kurczaka w życiu ;) Wcale nie najlepszą. Ale innego wyboru za bardzo nie było.

In the second part of the park, on the other side of the street there is a Butterfly Garden. They are so beautiful, and there are a lot of them :)
There should be an aquarium somewhere nerby, but, hmm, we don't see it right now, and some of us are capricious that need coffee ;) So we go to JJ Market. It's the biggest market in the town and it's a fact that it's really huge. You can loose a way here and the whole day is not enough to see everything.
First we should eat something. We are so hungry that we take a seat in the first possible place. And this way I have eaten the most expensive chicken's leg in my life ;) And not the best one. But there wasn't other choice.

JJ Market

W końcu idziemy pobuszować między straganami. Przejścia są wąziutkie, więc czasem ciężko się przecisnąć. Ale klimat jest.
Tylko właściwie jest to market dla turystów. Miejscowych nie widać tam wcale, chyba, że sprzedających.
Są tu różności. Nie ma rzeczy, które są na innych marketach, a są takie, których nie znajdzie się gdzie indziej. Jest część z souvenirami i część z marnymi ciuchami, których nawet nie warto oglądać. Spędziliśmy tam kilka godzin, a mimo zmęczenia nie było dość, bo szukałam konkretnych rzeczy, których nie znalazłam.

Finally we go to scour the market. The passes are very narrow, so sometimes it's hard to squeeze among people. But there is an atmosphere.
Well, actualy it's a place for tourists. There aren't Thais at all, well, there are selling.
There are so many things. There aren't things that you can get in other places, but there are things you won't buy in other places. There is a part with souvenirs and a part with poor clothes, which are not even worth watching. We spend there a few hours, but it's not enough in spite of being tired, 'cause I was looking for things I didn't find.

na ulicy / on a street

No ale o trzeciej jesteśmy już z powrotem na Khao San. I znów ta Khao San ;)
Zmieniamy pokój na lepszy, z oknem :)
Pod wieczór wychodzimy znów, muszę najeść się tutejszych pyszności ile wlezie, teraz już wiem, co dobre, ananasy wygrywają bezkonkurencyjnie, owoce zresztą w ogólności, trzeba tylko zwrócić uwagę, żeby były dojrzałe. Naleśniki i pierożki też są pycha.
Szwędamy się jeszcze kolejny raz tymi samymi ulicami, tym też się trzeba nacieszyć, bo to ostatni wieczór w Tajlandii. Idziemy też kawałek dalej, bo czasu mamy wciąż sporo. I trafiamy na jakiś większy sklep, pełen miejscowego jedzenia. Szkoda, że mniej więcej połowa jest nie wiadomo czym ;) Ale kupiłam sok z tamarinda – to owoc, wywodzący się z tropikalnej Afryki, który rośnie na drzewie nieco podobnym do akacji.
I znów ta Khao San ;) Chcę przespacerować się jeszcze ostatni raz. Ta ulica raz mnie zachwyca, a za chwilę odrzuca. Bo jest kolorowa i ma swój klimat. Bo jest hałas, bo tłum, bo naganiacze. To tyle.
W hotelu próbuję się już częściowo spakować, niełatwe to będzie zadanie ;)

But at three p.m. we are back at Khao San. Khao San again ;)
We change a room for a better one, with a window :)
By the evening we go out again, I want to eat more of the delicious food, now I know what is good, pineapples win, well, all the fruits. Buying them you must be careful if they are ripe. The pancakes and small dumplings are delicious, too.
We gad about the same streets again, I must enjoy it too, it's our last evening in Thailand. We walk also a bit farther, we still have a lot of time. And we find a bigger shop full of thai food. It's a pity that we don't know what are half of the things here ;) But I buy a tamarind juice - it's a fruit from tropical Africa which grows on a tree a bit like acacia tree.
And Khao San again ;) I wanna have a last walk. This street once enraptures me and in the next minute turnes down. 'cause it's colourful and has an atmosphere. 'Cause it's noicy, crowdy and there are so many beaters. That's it.
I try to pack my baggage partly in the hostel, it won't be an aesy task ;)