Ten blog
Ten blog
 
 
 
 

 europa / europe  >>  la palma 2016  >>  refugio del pilar

sp
La Palma - Refugio del Pilar
21.01.2016
4 219 km

Budzę się, gdy jest jeszcze ciemno. Na dworze chmuro-mgła, więc aż się nie chce wstawać. Sprawdzam prognozę na dziś – super, więc jednak się zwlekam.
W Los Llanos jestem po ósmej. O 8:30 jedzie autobus do El Paso.
W samym El Paso jakoś nie widać turystów, choć taksówki stoją, więc wysiadam dopiero przy Centro de Visitantes. Z parkingu obok mają odjeżdżać taksówki do Refugio del Pilar. Z tego, co wyczytałam i zrozumiałam, powinno to być taxi, które dzieli się z innymi, po prostu trzeba łapać tych innych, którzy jadą w tym samym kierunku.
A tu stoi sobie busik, pan mówi, że zawiezie mnie za te dwanaście euro (czyli normalną cenę) już teraz, od razu. Super.

It's dark aoutside when I wake up.

na początku było tak - caldera / at the beginning - caldera

Schronisko jest w lesie piniowym, który wygląda ekstra. Dookoła ponumerowane miejsca na grilla, więc i tak można tu sobie wypocząć. Są też toalety. Hmm, kolesie zamiatają sosnowe igły, ciekawe po co? ;)
O 9:35 ruszam w końcu na szlak. Najpierw idzie się lekko pod górę lasem. Taki szlak dla dzieciaka z podstawówki. Kilka osób idzie sobie raz dwa, a ja dyszę jak parowóz z tą moją kondychą, co chwilę zatrzymując się na foto ;)
Jest pięknie, w dali super widać calderę. Zdaje się tak blisko. I chmury w dole. Super!
Ziemia wszędzie czarna. Sosny rosną coraz rzadziej, ale jednak wciąż idzie się przez las. No ale ja nie po to tu jestem, żeby się po lesie szwędać, choć jest piękny! Szlak do Los Cancajos czyli Fuencaliente jest bardzo dobrze oznakowany, ale szlaki na góry nie są oznaczone prawie wcale.

The refugee is in a pine forrest. It looks great! There are places for grill with numbrers around, so this is one of the ways to take some rest here. There are toilets, too. Hmm, there are men sweeping up needles - I wonder why? ;)
Finally at 9:35 I start walking. At the beginning the track goes slightly up in a forrest. A trail for a grammar school kid.

potem już ponad chmurami / and then above the clouds

Pytałam wczoraj pani w informacji ile czasu zajmuje przejście Drogi Wulkanów z włażeniem na góry, pani zdziwiona, że przecież nie trzeba, ze szlaku będę widzieć wulkany. No fakt, trochę tak...
Pani mówiła zresztą też, że ze schroniska powinnam wyjść najpóźniej o ósmej. Bo później będzie wilgotno i gorąco. No cóż, wilgotno jest nie bardziej, niż jesienią w polskim lesie, gorąco też bynajmniej nie jest.
Wracając do głównego wątku, telefon schowałam z myślą, że pójdę tam, gdzie mnie szlak poprowadzi. No ale że las w końcu mi się znudził, to wyjęłam go z powrotem, patrzę na GPS i... nosa miałam niezłego, bo stąd akurat odchodzi szlak na Barquita (1809 m n.p.m.), oczywiście nijak nieoznaczony.

I asked a lady in the information center yesterday how much time takes Ruta de los Volcanes with climbing up the mountains. The lady was astonished, there's no need to walk up, I would see the volcanos walking the mail trail. Well, a little bit...

Ruta de los Volcanes

No to skręcam. Hmm, szlak na Barqiuta jest zamknięty, niby że niebezpieczny. Więc odpuszczam, bo są jeszcze przecież inne góry do zdobycia. Aczkolwiek dwie dziewczyny, które minęły mnie na początku, za chwilę z tej góry schodzą. Wiec jednak się da.
Ja idę w przeciwnym kierunku, na Montana Los Charcos. Jeszcze dobrze na szczyt nie wlazłam, a już zaczynają się piękne widoki.
Ach, jak się cieszę, że poszłam jednak na górę! :) Z samego szczytu widać mniej, bo jest porośnięty sosnami, ale jest super! Mała chwila odpoczynku i ruszam dalej.

So I turn. Hmm, the trail up to Barqiuta is closed, the plate says it's dangerous. So I let it go, there are other mountains to climb on.

panorama z rozpadliną. tu niezbyt ją widać, ale wierzcie mi - jest głęboka ;)
panorama with the fissure. you can't see it very well here, but believe me - it's deep ;)

A dalej... pojawia się wulkaniczna rozpadlina. Myślałam z początku, że to już wulkan, ale okazało się potem, że jeszcze nie. I przeżyłam lekkie rozczarowanie, bo myślałam jednak, że krater trochę inaczej wygląda ;)
Wulkany na La Palma są dość młode, więc wszystko jest takie poszarpane, nie miłe i gładkie jak na I wygląda bardzo malowniczo :)
Wdrapuję się na szczyt powyżej. I tak mi się tu podoba, takie piękne widoki, że siadam na kamieniu na dłuższą chwilę. W końcu trzeba coś przekąsić, choć jeść jakoś nie chce mi się wcale.
Z zachodu dość mocno wieje dość zimny wiatr, cieplej jest tylko w miejscach osłoniętych drzewami. I to jest jedno z tych miejsc, słonko cudnie grzeje w plecy, więc dopiero tu tak naprawdę zaczynam się porządnie wygrzewać :)
W dodatku jest cudnie cicho i spokojnie, tylko w dole ktoś przemknie od czasu do czasu. Mogłabym tak siedzieć jeszcze długo długo, ale czas mam niestety ograniczony.

And then... a volcano fissure appears. First I thought it was already the volcano, but it turned out then that it wasn't. And I'm a little bit dissapointed, I thought a crater looks a different way ;) The volcanos at La Palma are quite young, so everything is so scrappy, not nice and smooth like at And it looks very picturesque :)
I climb to the peak above. And I like this place so much, there are so beautiful views taht I just sit down on a stone for a longer while. I should eat something finally, although I'm not hungry at all.

taki wdiok towarzyszy mi przez prawie cały dzień - El Teide :)
I can see such a view almost the whole day - El Teide :)

I cóż się okazuje? Krater Hoyo Negro jest trochę wyżej. I ten już wygląda, jak prawdziwy krater! :D Na dole czarna miazga, zbocza z rzadka porośnięte sosnami, dookoła porozrzucane kamloty lawy. Szkoda, że nie można wziąć kawałka, ale ponoć strażnicy potrafią siedzieć gdzieś tam pochowani i wypatrywać takich delikwentów przez lornetki...
No i wreszcie spełniło się moje wielkie marzenie – zajrzeć do prawdziwego krateru! :D Wulkany jakoś zawsze mnie fascynowały, więc od dzieciaka właściwie marzyłam sobie, żeby znaleźć się w takim jak to miejscu. I oto w końcu jestem! Bo marzenia są po to, żeby je spełniać :) Niby już do krateru zaglądałam na Lanzarote, ale tamten był właśnie taki gładki, stary i nie było w nim nic ;)
Więc ciężko mi się od krateru odlepić, choć wiem, że potem będą jeszcze następne. Ten tu jest najbardziej malowniczy, bo najmłodszy – ostatnia erupcja była w 1971 roku. I przez tyle lat nic jeszcze tam na dole nie wyrosło! Widocznie wciąż jeszcze żyje – ponoć to tylko kwestia czasu, kiedy znów wybuchnie...

And what turnes out? The Hoyo Negro crater is a little bit higher. And this one looks like a real crater! :D