Ten blog
Ten blog
 
 
 
 

 europa / europe  >>  la palma 2016  >>  san andres

sp
La Palma - San Andrés
22.01.2016
4 274 km

Pomysł na popołudnie to pojechać do San Andres. Bo tak właściwie, to potem już nie będzie ku temu okazji.
Jadę i jadę, a droga tak jakoś powoli ubywa, choć zakrętasy już mi lepiej idą, już się nie wlokę jak na początku. Po drodze jeszcze jakieś roboty drogowe, objazd i mirador ze smoczymi drzewami. Zastanawiam się nawet, czy nie wrócić, bo do zachodu już mało czasu, no ale skoro już tak daleko dojechałam...

The idea for afternoon is to go to San Andres. Actually there wont't be any opportunity to go there another day.

most w Los Sauces / the bridge in Los Sauces

Przed San Andres skręcam w jakąś uliczkę chyba wcześniej, niż powinnam. Ostro w dół, zawrócić nie ma jak.
No ale jak zwykle nie ma tego złego, bo wjeżdżam w jedną wielką plantację bananów :) I to nawet nieogrodzoną, jak wiele innych. Tam, gdzie mieszkam, wychodzę wcześnie, wracam po ciemku, a tu w końcu mogę zdjęć robić do woli! :) Super!
Plantacja z drugiej strony ma na szczęście wyjazd prawie do samego San Andres!

Before San Andres I turn a street before the right one I guess. It's going strongly down, there's no possibility to turn back. But, well, as always every cloud has a silver lining - I drive just into a banana plantation :) It's not even fenced off like many others. I leave the place I live early morning and I come back when it's dark, so here I can make as many photos as I want! :) Great!

San Andrés

Miasteczko faktycznie jest ładne, są uliczki z kolorowymi domkami, jest ładny zadrzewiony plac i biały kościółek z dzwonnicą obok. Są palmy i kilka knajp. W dali widać też bardzo charakterystyczny most, który jest na wielu fotkach stąd.
No i bananowce gdzie tylko się da! Można obejrzeć jak bananowiec kwitnie, jak powstają owoce. Wiele dojrzalszych kiści jest owiniętych obleśnymi niebieskimi foliami (niby przeciw szkodnikom, a pewnie też, żeby szybciej dojrzewały). Ponoć gdyby nie dopłaty, uprawa bananów byłaby kompletnie nieopłacalna...

The town is nice in fact. There are streets with colourful houses, there's a nice square full of trees and a white church with a campanile beside. There are palms and a few restaurants. And I can also see a very characteristic bridge. it's on many photos from here.

San Andrés

Chodzę sobie trochę w te i we wte i robię zdjęcia póki się da. W końcu siadam w jednej z knajp, bo głodna już jestem okropnie, a mają chipirones, czyli małe kałamarnice, których bardzo chcę spróbować i deser bienmesabe z kawałków migdałów. Słodkie to tak, że mimo, że porcja jest niewielka, to połowa spokojnie by wystarczyła.
Chipirones okazały się pyszne, że chciałoby się je jeść i jeść bez końca! I niestety nie zdążyłam zrobić fotki przed ich schrupaniem ;)
San Andres też jest miłym, cichym i spokojnym miejscem, które zdecydowanie warto odwiedzić!
Aż się nie chce stąd jechać, choć trzeba, bo już późno, a ja muszę dotrzeć przecież na drugi koniec wyspy. Nie jadę już północną dróżką, tylko prze Los Llanos, czas 1h40.

I walk here and there making photos until there is enough light.