Ten blog
Ten blog
 
 
 
 

 świat / world  >>  chile, boliwia, peru 2017  >>  el tatio


Chile, Boliwia i Peru 2017


lany poniedziałek z gejzerem
cast Monday with a geiser

ci
Chile - El Tatio - 4 300 m n.p.m.
17.04.2017
14 820 km

W nocy jakoś nie mogłam spać. A to ktoś wychodził, a może wchodził, a to osoba na górnym łóżku się kręciła, a to się budziłam, bo zdawało mi się, że to już. Spałam może ze 3,5 godziny.
Pobudka (ta właściwa) o czwartej, o 4:30 musimy być w gotowości. Autobus odbiera ludzi z hoteli. Myślałam, że będziemy tylko my. A tu cały autobus pełny. W sumie nie miało to znaczenia, bo na miejscu było tyle ludzi, że szkoda gadać, tak czy siak.
Autokar zabiera nas na północ. Jedziemy na wycieczkę do Tatio Geiser. Koszt zorganizowanej wycieczki to 17 000 CLP (załatwiane przed przyjazdem w hostelu), a o 12:30 jesteśmy już z powrotem.
El Tatio to trzecie największe pole gejzerów na świecie, ale za to najwyżej na świecie położone.

I couldn't sleep in the night.

El Tatio

Wszyscy śpią oprócz mnie oczywiście. Gapię się przez okno, bo choć jest ciemno i niewiele widać, to coś tam jednak widać ;) Na przykład to, że przejeżdżamy przez wyschniętą rzekę, albo mijamy jakieś fajne skały.
A niebo! Nie mogę zobaczyć całego, wiec nie wiem, co jest gdzie, ale wczoraj mignął mi Orion.
W końcu dojeżdżamy do punktu poboru opłat do parku (10 000 pesos), ale choć toalety darmowe są. Zimno jest jak jasna cholera, raptem trzy stopnie… Zapomniałam zabrać rękawiczek, wiec ręce odmarzają mi natychmiast.

Everyone / besides me of course / is sleeping.

foto

Jedziemy do gejzerów, które dymią i bulgoczą. Wow!
Słonko jeszcze nie wyszło, więc jest trochę ciemno jeszcze, trochę za ciemno na ładne fotki. Idziemy oglądać gejzery. Za niecałą godzinę mamy wrócić na parking na śniadanie. Słońce wschodzi o 7:50, śniadanie o 8:00 – bez komentarza… Dlatego właśnie nie lubię zorganizowanych wycieczek, grrrrr! Nie wróży to zbyt dobrze.
Gejzery są naprawdę super, ale w takich ciemnościach ciężko coś zobaczyć… W sumie to mój pierwszy raz w życiu, gdy widzę gejzery na żywo (jeszcze trochę tych pierwszych razów mi zostało :) ). Jesteśmy na wysokości 4300 m n.p.m. w sumie na razie czuję się ok, tylko przy próbie pobiegnięcia kołacze mi serducho ;) Widoki nieziemskie!

We go to the geysers.

foto

W sumie gejzery warto oglądać bardzo wcześnie rano, bo wtedy są najbardziej aktywne. Przynajmniej tak mówią organizatorzy wycieczek, hehe. A tak naprawdę są wtedy najbardziej widowiskowe, bo gorąca woda zamarza w niskiej temperaturze zewnętrznej.
A jak taki gejzer działa? Otóż woda znajdująca się w kanale pod ziemią jest ogrzewana do temperatury wrzenia. Ale ponieważ tam głęboko inne jest ciśnienie, to tym samym inna jest temperatura wrzenia wody. Gdy woda osiągnie odpowiednią temperaturę, jest pod ciśnieniem wyrzucana na zewnątrz w postaci wysokiej fontanny i częściowo zamienia się w parę wodną. Wygląda to naprawdę widowiskowo. Dzieje się tak w regularnych odstępach czasu. W czasie poza wybuchem, gejzer bąbli sobie i dymi i też wygląda wtedy super, choć lepiej nie podchodzić do niego zbyt blisko.
Śniadanie jest ok, herbata z koki, która ratuje zziębnięty organizm, bułki, ser, dżem, słodka babka. Mniam, najadłam się aż za bardzo ;)

It's worth to come and see the gaysers early in the morning.

foto

No i wykrakałam, bo gdy odjeżdżamy, to wychodzi słońce i dopiero teraz pięknie oświetla gejzery... dopiero teraz powinniśmy tu być i je podziwiać! A tak przepadły ładne zdjęcia… Duży minus dla organizatora… Wystarczyłoby dosłownie dziesięć minut...
Jedziemy za to kawałek dalej do miejsca, gdzie są następne gejzery. I tu można zażyć kąpieli w ciepłej wodzie z gejzera. Albo przejść się na spacer podziwiając kolejne gejzery. Najchętniej wskoczyłabym do wody, ale jestem na tyle przemarznięta, że nie byłabym chyba w stanie się rozebrać i przebrać w strój. Albo zrobiłabym to i to, gdyby było dość czasu… No ale dość czasu oczywiście nie ma...
Idę więc na spacer dookoła. Są wyznaczone ścieżki, a porządku pilnuje strażnik. Ja to najchętniej bym poszła bezdrożami tak po prostu przed siebie, no ale na to nie ma czasu, muszą wystarczyć mi ścieżki...

So I said...

foto

W końcu na dobre wychodzi słonko i oświetla powoli wszystko dookoła. I teraz dopiero wygląda to wszystko przepięknie! Gejzery dają czadu, dymią i sobie pyrkają. Tamte pierwsze widać z daleka i one też wyglądają teraz przepięknie! W dodatku, gdzie nie spojrzeć, tam migotki! W dodatku dookoła płynie gejzerowy strumień, który chwilami wytwarza ścianę pary. Dookoła zielone kępy traw, w dali góry, brązowe i ośnieżone… Jest niesamowicie przepięknie, właściwie brak mi słów, żeby opisać jak bardzo. I te kolory!
Najchętniej naprawdę zostałabym tu o wiele dłużej, no ale wycieczka zorganizowana na to nie pozwala :/ Bo gdy wyszło słonko, to zrobiło się o wiele cieplej i teraz już spokojnie mogłabym do basenu wleźć.

Finally the sun comes out for real.

foto

No ale musimy jechać dalej. Gdy ruszamy jest już całkiem jasno i teraz możemy już podziwiać okolicę. Uwielbiam takie klimaty… szutrowa droga, która wiedzie wśród wielkich pustych przestrzeni i pagórków, w dali ośnieżone szczyty i wulkany, no i te kolory – brązy, zielenie i błękity jezior. Gdybym miała swoje auto, to zatrzymywałabym się tu co kawałek! Tym bardziej, że od czasu do czasu widać lamy :) A właściwie wikunie, które są szlachetniejszą odmianą lam. I sweterki z wikunii są oczywiście droższe niż sweterki z lam ;)

But we must go.

foto

I po drodze zatrzymujemy się nad jeziorkiem, żeby je obejrzeć. I ptaki, które licznie jezioro zamieszkują. Nasz opiekun prosi, aby być cicho, żeby ich nie płoszyć… gdzie tam, jak grochem o ścianę! :/ Wikunie wyglądają, jakby żyły sobie tu dziko i nie chcą pozować do zdjęć, odwracają się skubane ;)
Mnie najbardziej podobają się krajobrazy i te kolory, nie mogę się napatrzeć! Choć wcale nie zazdroszczę wikuniom, że muszą tu żyć ;)

On the way we make a stop at a lake shore tp look around.