Ten blog
Ten blog
 
 
 
 

 świat / world  >>  chile, boliwia, peru 2017  >>  valle de la luna


Chile, Boliwia i Peru 2017


nieziemsko / uneartly

ci
Chile - Valle de la Luna
17.04.2017
14 893 km

Przed wjazdem do parku trzeba do niego kupić bilet za 3 000 pesos.
A dalej zaczyna się dolina z niesamowitymi krajobrazami – ziemia i wzgórza częściowo pokryte są solą. Wygląda to przepięknie – biała dolina... Szkoda, że buski pędzi i w ogóle się nie zatrzymuje. Okien nie otwierać, siedzieć na swoich miejscach. Pogięło ich, czy co? Bez sensu kompletnie, bo miejsc do zdjęć jest tu multum.
Właściwie to mogłaby być wycieczka na cały dzień, a nie na popołudnie… tylko trzeba by mieć swoje auto. Albo rower. Albo przejść się tu pieszo, tylko z dużą ilością wody w plecaku :)

Before we enter the site we must buy tickets for 3 000 pesos.

foto

Pierwszy przystanek mamy dopiero na końcu doliny, przy Tres Marias. Czyli Trzech Mariach. A właściwie dwóch, bo jedną złamał ponoć jeden z turystów chcący się na nią wdrapać. Ech, ci turyści... Marysie mają wyglądać jak modlące się Marie.
Może i to miejsce byłoby ciekawe, gdyby nie tłum... dziki tłum, hałaśliwy i nie pozwalający tak naprawdę nacieszyć się tym miejscem ani otoczeniem. W dodatku nasz opiekun prawie wrzeszczy, gdy nie mamy ochoty go słuchać i ruszamy w stronę skał. Z trudem powstrzymuję się, żeby czegoś nie chlapnąć... Co to, obóz dla małolatów, czy jak?! Inne nacje stoją grzecznie, tylko my się musimy wyrywać ;)

The first stop is at the end of the valley near Tres Marias - Three Marries..

foto

Stąd można zrobić sobie półtorakilometrowy spacer do kopalni soli, pieszo lub autem, niestety nasza wycieczka tego nie obejmuje... Kolejny zonk. A tam jest taka pustka, ludzi zero, że oczywiście najchętniej natychmiast bym tam poszła...
Ale my pędzimy z powrotem :( To tyle jeśli chodzi o słoną dolinę...

It's possible to walk from here one and half kilometer to a salt mine.

foto

Bo czeka na nas kolejne piękne miejsce zwane amfiteatrem. Najpierw idziemy wzdłóż wydmy. Wśród dzikiego tłumu… Z drugiej strony wznosząca się stromo skała w białe paski.
Wdrapujemy się na górę. Na górze wow! Kolejne miejsce, które ciężko opisać słowami...
Z jednej strony jest dolina, którą przyszliśmy i ta wielka wydma, w dali ośnieżone szczyty – Licancabur i spółka, a z drugiej strony faktycznie coś na kształt sceny... płaska powierzchnia pokryta solą, otoczona okolicznymi górkami i jeszcze ten biały płaskowyż, którego prawie nie obejrzeliśmy. I do tego słońce już nisko oświetla to wszystko miękkim światłem, wiec kolory są piękne, brązy, róże, biel. Z tyłu skały w fantastycznych kształtach.
Och, ja bym tu mogła zostać aż do zachodu, nic już mi więcej do szczęścia nie potrzeba! :) 360 stopni piękna dookoła! Widoki obłędne!

There is another nice place waiting for us. It's called amphitheater.

foto

No ale tu też szybko szybko, bo jeszcze czeka na nas jaskinia. Plecaki mamy zostawić w busie, bo wąsko, bo potrzebne obie ręce itp. Nie podoba mi się to ani trochę, bo nie mam żadnej torebeczki na portfel nawet, no ale nie ma wyjścia. Biorę tylko aparat i latarkę i heja. Trochę może racji w tym było, ale z moim małym plecakiem spokojnie dałabym radę...
Ta jaskinia to taka trochę nietypowa, bo przez cały czas widać niebo, a trzeba przeciskać się wąskimi przejściami. Osoby starsze lub mniej sprawne mogą mieć tu trochę problem, ale przygoda jest super!
Skały mają niesamowitą fakturę, jakby ktoś je otynkował w baranka, ale zdecydowanie jest to skała. Wracamy górą, gdzie też mamy niezłe widoki na skały przybierające niesamowite kształty. Tylko ten tłum!

But we must also hurry up here.