Ten blog
Ten blog
 
 
 
 

 świat / world  >>  chile, boliwia, peru 2017  >>  san juan del rosario


Chile, Boliwia i Peru 2017


w solnym hotelu / in a hotel made of salt

bl
Boliwia - San Juan del Rosario
19.04.2017
15 277 km

Jedziemy już do miejsca naszego noclegu w San Juan del Rosario. Tym razem miasteczko ma nazwę ;) Nasz domek to hostel z dala od miasteczka, zrobiony z... soli! Podłogi z soli, stoły z soli (lub kaktusów), ściany z soli. W pokojach też. Potem się okazało, że ta sól to tylko okładzina, ale wygląda to super!
Mały szczegół jest taki, że w naszym pokoju jest dziura, przez którą wieje lodowaty wiatr. Wiatr do wieczora na szczęście się uspokaja – wreszcie! Ale i tak jest zimno jak cholera. Hotel nadal jest robiony, a już jest niedorobiony... No ale kto by narzekał? ;)

Now we drive to the place where we sleep tonight - San Juan del Rosario. This time the town has a name ;)

foto

Z dobrych wiadomości – wreszcie można wykąpać się w ciepłej wodzie ;)
Wiatr wciąż jeszcze wieje, gdy idziemy zobaczyć zachód słońca i miasteczko. A co będziemy siedzieć? ;) Mieszkańców prawie nie widać, ale sklepiki są. I to nawet otwarte :) To takie sklepiki wielobranżowe, jest tu wszystko, jajka, cukierki, alkohole, chemia i nawet jakieś kłódki stare.
Po drodze widać słupy poprzewracane przez wiatr. Ten, który musieliśmy ominąć jadąc tu, jest już naprawiony. Wracamy powoli, bo ciemno się robi.

Good news - finally there's a shower with hot water ;) The wind is still blowing when we walk to see sunset and the town. We don't wanna just sit ;)

foto

W hotelu siadamy w pokoju na pogaduszki, a potem jest kolacja. Mamy wino (całkiem dobre) i mięsko z wikunii w towarzystwie zimnych frytek. Mięsko chyba pochodzi od najstarszej wikunii, jaką udało się złapać, bo jest twarde i dość żylaste, ale smak ma pyszny.
Kierowca przychodzi spytać, czy chcemy jechać jutro na salar na wschód słońca. Wyjazd o piątej, pan straszy, że bardzo zimno... oczywiście, że chcemy!!! Druga grupa nie dostała takiej możliwości, ale i tak nie chce ;)
Gadamy jeszcze trochę w pokoju i czas spać, bo pobudka o czwartej. Kurka felek, czy ja się kiedyś jeszcze wyśpię?! :D

When we're back to the hostel, we make a meeting in our room to have some chating. And then they give us dinner. A dinner with wine (quite good) and vikunia meat and cold french fries.'