Ten blog
Ten blog
 
 
 
 

 świat / world  >>  chile, boliwia, peru 2017  >>  potosi


Chile, Boliwia i Peru 2017


ufff, znów pod górę / up the hill again

bl
Boliwia - Potosi - 4 067 m n.p.m
20.04.2017
15 538 km

Do Potosi dojeżdżamy po czterech godzinach jazdy - planowo. Kibelek na dworcu kosztuje 1 bob – ładnie na pustyni przepłacaliśmy...
Do hostelu Koala idziemy pieszo. Dopada mnie wysokość – około 4 090 m n.p.m. Nie jestem w stanie szybko iść, choć bardzo bym chciała, ale zadyszkę mam przy każdym kroku. Paweł pędzi na przedzie. Wlokę się więc na końcu i już mi powoli wszystko jedno, czy znajdę ten hostel czy nie.
W końcu docieramy na miejsce, ufff. Pokój mamy na samej górze. Chyba najzimniejszy w całym domu, bo szyba w oknie jest zbita, grzejnik nie działa. Klucza do pokoju nie przewidziano. Na wyposażeniu jest za to kot. I piętrowe łóżka. Nocleg 60 bobów za osobę.

After 4,5 hours we're in Potosi - like planned. The toilet on the bus station is 1 bob

foto

Chwila odpoczynku i idziemy na miasto znaleźć coś do jedzenia. Po drodze z dworca było pełno, w tym owoce sprzedawane wprost z ciężarówek. Na głównym placu rozdzielamy się. My idziemy zjeść hamburgera z kurczakiem (7 bobów) lub wołowiną (5 bobów). Świeże soki są po 5-6 bobów. Woda dwulitrowa kosztuje 6 bobów. Obok knajpa z latino muzyką – ech...
Na koniec szukamy jeszcze apteki, bo chcę w końcu kupić lek na chorobę wysokościową. Jest – wreszcie – bez recepty. Jedna kapsułka kosztuje 4 boby – auć! No ale nie mam wyjścia... wolę jednak mieć je przy sobie w razie czego.
I wracamy już do hostelu – szybki prysznic i spać. W pokoju jest lodowato.

We take some rest and go to the city to find something to eat.'