Ten blog
Ten blog
 
 
 
 

 świat / world  >>  chile, boliwia, peru 2017  >>  valle de la luna


Chile, Boliwia i Peru 2017


księżycowa kraina / moony land

bl
Boliwia - Valle de la Luna
24.04.2017
16 086 km

Miło, że nie ma potrzeby dziś się zrywać wcześnie i można się jako tako wyspać. Śniadanie jest chyba jeszcze bardziej kiepskie niż poprzednie. O margarynę muszę się upomnieć. Proszę o mate de coca, dostaję suche liście, które w ogóle nie chcą się zaparzyć... Dla innych jest w torebce.
O 8:30 czeka na nas taxi, którą zamówiliśmy wczoraj w biurze w pobliżu (40 bobów za taxi za godzinę). Kierowca mówi po angielsku.
Najpierw zażyczyliśmy sobie cambio, czyli kantor. Koleś prawie wywozi nas z La Paz i wiezie do banku w jakiejś lepszej dzielnicy. Hmm, po co nam bank, chcieliśmy cambio. W banku ochrona, trzeba wziąć numerek. Kurs nieco gorszy niż w mieście.
Dalej mamy w planie Vale de la Luna, ale w połowie drogi okazuje się, że jedno z nas zapomniało wziąć z banku plecak. Wracamy. Plecak jest tam, gdzie został. Po drodze piesi blokują drogę, bo o coś protestują. Taxiarz mówi, że takie rzeczy zdarzają się tu codziennie.

I's nice that there's no need to wake up so early. I sleep almost enough ;) The breakfast is even worse then the last one.'

foto

Jedziemy do Valle de la Luna (wstęp 15 bobów). Skalne miasto jest całkiem spore i przepiękne! Nigdy nie byłam w Kapadocji (kolejne marzenie), ale tak mi się ona właśnie kojarzy. Widoki są super! z jednej strony widać malownicze domki, z drugiej góry. I do tego skały w przeróżnych kształtach, skalne korytarze, w których można by się gonić. Bardzo mi się tu podoba!
Tym bardziej, że słonko przygrzewa i po raz pierwszy zostaję tylko w krótkim rękawku – nareszcie ciepełko! Jest tak cudnie, ze aż żal odjeżdżać, no ale inne miejsca jeszcze dziś na nas czekają.

We go to Valle de la Luna (15 bobs).'