Ten blog
Ten blog
 
 
 
 

 świat / world  >>  chile, boliwia, peru 2017  >>  tranquila


Chile, Boliwia i Peru 2017


trochę bez sensu... / a little bit without sense...

pe
Peru - Tranquila / Titicaca - 3 827 m n.p.m.
26.04.2017
16 368 km

Wracamy na naszą łajbę z tworzywa i płyniemy na drugą wyspę – Tranquila. Dwie godziny podróży spędzam na dachu łodzi.
Pamiętam, że jako dzieciak czytałam sobie o jeziorze Titicaca, najwyżej na świecie położonym jeziorze, po którym można pływać. Czytałam, oglądałam zdjęcia... chyba wtedy nawet nie przyszło mi do głowy, że kiedyś sama będę sobie po nim pływać... Niesamowite!
Nasz opiekun zaczyna gadać o wyspie oczywiście dopiero wtedy gdy zbliżamy się do niej, czyli gdy robi się najciekawiej i chce się siedzieć na wierzchu i patrzeć dookoła.

We get back to our lajb made of plastic and we flow to another island - Tranquila. I spend two hours journey on the roof of the boat.

foto

Przybijamy do molo i teraz trzeba się wspiąć do miasteczka. A zadanie to niełatwe, bo jest ostro pod górę. Więc oczywiście docieram na Plaza de Armas na szarym końcu ;) Są tu jakieś knajpy, można coś zjeść. Są tłumy, a nasz koleś już nas pędzi do sklepu. Sklepu, gdzie ceny są jakieś z kosmosu. Kolorowa czapka, charakterystyczna dla tych wysp kosztuje 50 soli. Chciałam taką mieć, bo podobają mi się te żywe kolory, no ale czapka za tyle? Nawet ręcznie robiona?
Pytamy kolesia chyba ze dwa razy jaki jest plan, gdzie się możemy spotkać później, żeby móc samemu sobie tu połazić. Koleś to pytanie kompletnie ignoruje, tylko mówi, że za chwilę lunch. Mówi, że tu już nie będziemy wracać. Więc chcąc nie chcąc cała grupa musi iść razem na jakieś podwórko, gdzie mamy obiad za 20 soli... Nie wszyscy go chcą. Kijowo.

We get to molo and now we must climb to a town.

foto

Po obiedzie idziemy w drugie miejsce. Mijamy jakieś muzeum, do którego nie byłoby czasu wejść nawet, gdyby ktoś chciał. Drugie miejsce jest z widokiem na Puno. No fakt, ładnie tu, choć nie powalająco. Widoki są na cumulonimbusy na horyzoncie, zielone pola i domki w dolinie.
Idziemy trochę pod górę i po chwili wychodzimy na drugą stronę wyspy. Tu faktycznie widać ląd w oddali. I kolejną górkę z kolejnymi domkami. Rafał wypatrzył nawet kamienną głowę podobną do tych na Wyspie Wielkanocnej!
Każą nam schodzić na nabrzeże. I tu już jest stromo i też idzie się po kamlotach. Niby blisko, a czasu zajmuje to sporo.

After dinner we walk to another place. We pass by a museum. Even if someone wanted to get in there would be no time for that.

foto

Ładujemy się z powrotem na łódź. Byłam przekonana, że popłyniemy jeszcze do jakiegoś innego miejsca na wyspie, bo wydawało mi się, że koleś mówił, że odwiedzimy osiem communities. Albo się przesłyszałam, albo nas zrobili w jajo, bo odbijamy już od wyspy i kierujemy się z powrotem do Puno. A jest dopiero druga... I znów przypominam sobie dlaczego tak nie lubię zorganizowanych wycieczek...
Siedzę sobie na dworze, na słoneczku i piszę zaległości.
Gdy zbliżamy się do portu, pojawia się burza. I to jaka burza! Focę chmury i deszcz, bo TAKIE chmury rzadko się zdarzają. Koleś jeszcze coś do nas gada, ale ja stoję na tyle i robię zdjęcia. Na niebie pojawiają się mamatusy! Tak po prostu :)

We put aourselves back to the boat. I'm convinces that we're going to another place on the island - I think the guide told us about eight communities. Or I didn't hear it well or we were made in a fuck - we're just flowing away from the island.'