Ten blog
Ten blog
 
 
 
 

 europa / europe  >>  cypr 2017  >>  pedoulas


Cypr 2017


magiczny kościółek, figi i koty
magic church, figs and cats

cy
Cypr - Pedoulas
22.10.2017
2 748 km

Po drodze do Pedoulas dziewczyny się odłączają, chcą już pojechać na wybrzeże i zaznać nieco słońca i plażowania. W górach jest pochmurno. Skończyło się to tak, że na plażę nie dojechały, a do domu dojechały później niż my ;) Ale za to zjadły sobie meze :)
My mamy zwiedzania w planach tyle, ze dnia nie wystarczy. Chcemy zobaczyć jak najwięcej, bo później już nie będzie czasu, żeby w góry Troodos wrócić.

On the way to Pedoulas the girls take another way, they wanna go to the shore to take some sunshine and go to a beach. In the mountains it's cloudy. The story ended the way they were not at a beach and they were in the house after us ;) But instead they had meze :)
We have more places to see then enough for one day. We wanna see as much as possoble - next days there is no time to come back to Troodos Mountains.

foto

Po drodze, właściwie przypadkiem, wjeżdżamy do kapliczki Podniesienia Świętego Krzyża. Biały krzyż jest wielki i widać go z całej okolicy. Tak jak okolicę stąd, widoki są super, tylko więcej słońca by się przydało. W kościółku piękne malowidła w bardzo żywych kolorach – aż się chce tu posiedzieć z powodu tych kolorów, no ale nie ma czasu ;)

On the way, actually very accidentally, we drive to the Holy Cross chapel. A white cross can be seen from all the area around. The same as all the area from here. The views are great, although it's not enough sunshine for good photos.'

foto

Dróżka do Pedoulas prowadzi w dół tuż obok wjazdu do kapliczki. Myślałam, że to jakiś parking, bo stoi sobie tu w najlepsze autokar, a później busik i blokują dokumentnie zjazd w dół. I skąd taki turysta ma wiedzieć, że to tu? Jednak mapa uparcie pokazuje tu. Koleś z luzem w końcu drogę odblokowuje, gdy upieramy się, że jednak chcemy tam jechać ;)
W miasteczku Pedoulas jest aż dziewięć kościołów. Na wzgórzu widzimy jakiś duży biały kościół Timios Stavros, idziemy do niego. Jest co prawda zamknięty, ale dobrze wygląda na zdjęciach, a z tarasu rozpościera się ładna panorama na domki przyklejone do wzgórza.

The road to Pedoulas turns down right close to the road to the chapel. I thought before it was a parking place or something, 'cause a big bus is standing here, and then a small one, blockin completely the road. So how a tourist shall know it's here? The map stubbornly shows it's here. The driver finally slowly takes the bus away when we insist we wanna drive just here ;)
There are nine churches in Pedoulas town.'

foto

Ale nam chodzi o kościółek Michała Archanioła. Prawie go przegapiamy, bo jest malutki, z całkiem niepozornym wejściem. Ale... rację miał ten, kto napisał o nim, że ‘jeśli macie zobaczyć tylko jeden z kościółków, to zobaczcie właśnie ten.’
Kościółek Michała Archanioła zdecydowanie ma w sobie to COŚ, czego zabrakło mi w Kykkos: ciszę i niesamowity spokój, klimat i magię, która sprawia, że mogłabym tam zostać na godzinę lub dwie, schować się przed tłumem, zadumać i pomyśleć... albo i nie ;)

But we wanna see the church of Archangel Michael. It's so small that We almost miss it, it has a very inconspicuous entrance.

foto

Może sprawił to fakt, że przez ten czas mieliśmy go tylko dla siebie, może to, że jest tak malutki i przytulny, w środku prawie ciemno, a obrazy namalowane są wprost na ścianach... dla mnie faktycznie był to numer jeden ze wszystkich kościółków, które odwiedziliśmy, choć inne też są piękne.
Na zewnątrz w pobliżu rośnie drzewo z pomarańczowymi owocami i już przymierzamy się, żeby jakiś zerwać, a tu zza zakrętu pojawia się starszy pan z laską i mówi, że owoce nie są jeszcze dobre do jedzenia. Faktycznie, na ziemi leży kilka nadgryzionych i wyrzuconych... Pan próbuje sobie przypomnieć, jak się owoc nazywa, ale nie może. Tłumaczy tylko, że trzeba je potrzymać w słoiku przez dwa tygodnie z jabłkami i dopiero wtedy dobre są do jedzenia.

Maybe it was the fact that for all the time we were there, we were there alone, maybe that it's so small and cozy, it's almost dark inside and the paintings are painted just on the walls... for me it was really numer one of all the churches we've seen here. The others are nice, too, but this one was special.

foto

Gdy wychodzimy z kościółka, pan pojawia się ponownie i już wie, jaka jest nazwa owocu – lotus. Lotus tak naprawdę to jest coś innego, ale okazuje się, że starożytni Grecy tak właśnie ten owoc nazywali (lub pszenicą Jowisza), a jest to po prostu kaki lub persimon. Pan opowiada, że lotus występuje w Iliadzie i Odysei, że bohater przypłynął na Cypr, najadł się lotusów tak bardzo, że aż zapomniał o żonie.
Pan zaprasza nas do swej posiadłości na tyłach kościółka, żebyśmy sobie spróbowali fig, hura! A nie dawniej jak rano mówiłam, że dziwne, że nie widać tu w ogóle drzew figowych ;) Super, bo figi uwielbiam, kojarzą mi się nieodparcie z wakacjami i z Bałkanami :) Nie są jeszcze do końca dojrzałe, ale jakieś żółte można już głabnąć ;)

When we go out from the church, the old man dissapears again and he knows already what's the name of the fruit - lotus. Lotus really is a different fruit, but ancient Greeks called this fruit this way.'

foto

Gdy pod dom zajeżdża pana żona, pan się najwyraźniej spłoszył… Nie chce już z nami gadać, choć próbuję mu bardzo podziękować, nosi jakieś skrzynki do kórnika. Ech, te żony... mieliśmy ;) Cóż, dziękuję panu w myślach i idziemy dalej.
Daleko nie uszliśmy, bo zobaczyłam bardzo malowniczą ławeczkę, stojącą sobie pod ładnym rozłożystym drzewem, obok czeszmy. Krajobrazu dopełniają białe i rude koty, które łaszą się do siebie i z którymi można pogadać ;) Jeden z nich nawet zainteresował się aparatem, który mrugał i wydawał dźwięki robiąc zdjęcie :D
Po drodze z miasteczka można sobie obejrzeć jeszcze jego panoramę z przeciwległego wzgórza.

When